Miasto w soczewce, czyli listy z szuflady redakcji, której nie ma.

Do naszej szuflady wpadł list pani Izydory lat 89, która spędziła kilka upojnych chwil na kozielskim rynku.
Odurzona urodą okolicznych kamieniczek i szumem wody z fontanny weszła do sklepiku po odrobinę orzeźwienia.
I znalazła je, na kalendarzu firmowym jednej z lo(j)kalnych firm.

I tak oto opisała swoje przeżycia z pobytu w Kędzierzynie-Koźlu:

Droga redakcjo, chciałam się z wami podzielić moimi spostrzeżeniami na temat Kędzierzyna-Koźla.
Spędziłam tam kilka dni i to co przeżyłam i czego doznałam wymagałoby opisania w kilku tomach.
Jednak gdy strudzona weszłam do jednego z kozielskich sklepików (tak, są tam jeszcze takie) to na kalendarzu znalazłam zdjęcie oddające w całości ducha miasta.
Na zdjęciu  jak w soczewce skupia się wszystko co można zauważyć spędzając tam kilka dni.
Widzimy tu tzw. centrum.
Krzyżują  się  architektonicznie w miarę normalne zabudowania z przełomu XIX i XX wieku z koszmarnym PRL-owskim wieżowcem i budynkiem przykrytym płachtą reklamy kpiącej w żywe oczy z ustawy krajobrazowej.
Przed nimi króluje ogromne rondo niczym symbol przerostu ambicji nad treścią z szeroką ulicą, otoczone zakazami i nakazami.
Od niego zaś ucieka pusta arteria miasta.
Na nowoczesnych chodnikach ludzi nie ma za to jest 5  zardzewiałych klombów po 5 kafli za sztukę obsadzanych cyklicznie bratkami.
Widać kilka drzew, to pewnie pozostałość po bujnej zieleni porastającej niegdyś to miejsce. 

Po prawej stronie widzimy lokomotywę na bocznym nieczynnym torze, zgrabnie łączącą przeszłość miasta z jego obecnym stanem. Symbolizującą też rozrzutność finansową. Ludzie na rynku mówili, że kosztowała mieszkańców już prawie 700 tysięcy złotych, ale kto by tam w durne ploty wierzył.
Całości dopełnia przepompownia ścieków…
Piszę do was ten list z mojego przytulnego domku na zadupiu.
I na koniec zadam wam  jedno proste pytanie:
Ludzie, czy wy sami tego nie widzicie?

O autorze:

Tomasz Rogus – zwykły człowiek, czytam i piszę po polsku, w wolnych chwilach robię filmy o Polsce.

Zobacz wszystkie artykuły autora

One Comment on “Miasto w soczewce, czyli listy z szuflady redakcji, której nie ma.”

  1. My to wszystko wiemy!
    Ale to życia nasze i nasze zasrane miejsce na ziemi. Kochamy je i nienawidzimy jednocześnie. A jeśli wyrwiemy się z tego zadupia na dłużej, KejKej wraca do nas nocami. Jest w nas, tak jak my trwamy w nim. Wtedy tęsknimy. .. To nasze dzieciństwo i nasza młodość. Nie umiem się od tego odciąć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *