Dwa listy, dwa światy.

On i ona byli z Krakowa.
On Andrzej, przyjechał do Blachowni Śląskiej w ramach Studenckiego „Ochotniczego Hufca Pracy”.
Ona Alicja, została w Krakowie.
Co ich łączyło?


Relacja raczej niezbyt ognista.
Tytułowanie oficjalne, oziębłe komunikaty, wątpliwa tęsknota?
Minimalna nadzieja na ponowne spotkanie?
Czy do niego doszło?
Jak się zakończył pobyt w Blachowni?
Na końcu „A” jakby Andrzej nie do końca chciał wziąć na siebie odpowiedzialność za treść.
A może pisał z poczucia obowiązku?
A może nieprawdą jest ta nuda w Blachowni, jednak trzeba jakoś sumienie uspokoić… i Ją…?
Tego nie wiemy.
Wtedy w Blachowni było nudno. Choć to też nie do końca pewne.

Ona Anetka, chyba z Gdyni. Domyślmy się, że pisze z Azot.
On Robert mieszkał wtedy w Gogolinie.
Co ich łączyło?
Relacja raczej płomienna.
Anetka tęskni, przeprasza za incydent i pamięta o nim i jego pasku od ortalionu.
Chyba przyjedzie do niego do Gogolina, na chwilę. Jedną, dwie? A może na dłużej?
Ale nie, nie może zbyt długo bo od razu pryska do Gdyni.
Ileż czułości i delikatności w tych kilku słowach skreślonych piórem, jednym ciągiem, bez zastanawiania, przystanków, analizowania każdego wyrazu…
Szczerość nade wszystko.
„Zajączku” dużą litera. Jakże ważny on był, jest?
Miłość?
Zapewne…
Robert wyszedł na dworzec w Gogolinie?
Kto wie?

A teraz?
Może ktoś wyśle do kogoś pocztówkę z Blachowni, albo z Azot.
Może ktoś za 47 lat kupi je na aukcji allegro i odczyta treści nikomu już niepotrzebne…

O autorze:

Tomasz Rogus – zwykły człowiek, czytam i piszę po polsku, w wolnych chwilach robię filmy o Polsce.

Zobacz wszystkie artykuły autora

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *