Kolorowe Jeziorka i Wielka Kopa, wszystko w jednym miejscu.

Wybrałem się więc obejrzeć te Kolorowe Jeziorka.
– Tam dużo chodzenia nie ma – zapewniała mnie gosposia – wszystko w jednym miejscu. Takie bajora z kolorową wodą. Do jednego trzeba kilka metrów w górę podejść, ale to niedużo.
Przekonała mnie. Jak napisałem tak zrobiłem.

 

 

 

 

Kolorowe Jeziorka znajdują się w obrębie miejscowości Wieściszowice w woj. dolnośląskim gm. Marciszów.
Są to  małe akweny wodne powstałe w miejscu gdzie kiedyś wydobywano piryt.
Ja zmierzałem tam od strony Czarnowa, czyli przeciwległego kierunku.
Jednak bezpośredniego przejazdu od Czarnowa nie ma. Jeżeli wybierzecie się w te strony pieszo to oczywiście szlakami spokojnie przejdziecie z Czarnowa do Rędzin i Wieściszowic.
Samochodem trzeba zjechać do Pisarzowic i tam już kręta górska droga z ładnym równym asfaltem zaprowadzi Was prosto w objęcia Wieściszowic.

Tak tak, wiem, prawie prosto, po drodze trzeba jeszcze przejechać przez Rędziny.

 

Widok na Pisarzowice.

 

Widok z Przełęczy Rędzińskiej nad Pisarzowicami i Rędzinami a dalej Wieściszowicami, kierunek na Rędziny.

 

Panorama na przełęczy.

 

Zjeżdżając ostro z przełęczy  po lewej stronie miniemy miejsce na zdjęciu poniżej.

 

Krzyż Milenijny na Przełęczy Rędzińskiej.

 

 

Przełęcz Rędzińska.
Jeszcze tylko Rędziny a w nich dawniej dwa różne kościoły obok siebie.
Rędziny. Kościół katolicki Narodzenia NMP (prawa wieża) i dawny kościół ewangelicki obecnie służący za kaplicę (wieża po lewej).
I po chwili jesteśmy w Wieściszowicach.
W samych Wieściszowicach łatwo już trafić do jeziorek.
Jeśli nawet nie znajdziecie drogowskazu to mieszkańcy szybko wskażą drogę. Jednak od czasu gdy jeziorka zostały skomercjalizowane prowadzą do nich oznaczenia. Przed jeziorkami przy drodze znajdziecie wiele miejsc parkingowych. Ja ominąłem je wszystkie i zaparkowałem na parkingu przy samym wejściu na teren jeziorek. Zapłaciłem ile tam się należało za parking i otrzymałem ulotkę z informacją o trasie.
Ulotka informacyjna szlaku turystycznego Kolorowe Jeziorka.

 

– Mała ta trasa – pomyślałem oglądając treść ulotki. W pamięci brzęczały mi słowa gosposi, że wszystko jest pod ręką. Na ulotce też było, nawet w garści.
– Jak będzie mało to polezę na tę górę narysowaną na końcu szlaku na ulotce – zadecydowałem nie wiedząc co czynię w tej chwili.
Powiem Wam jedno – nie słuchajcie więcej gosposi.
Na wyprawę zabrałem się z niczym. Zawsze targam  plecak z jedzeniem i wodą mineralną, jakimś zapasowym okryciem itd. itp. Tutaj po co brać skoro wyprawa na chwilę? Czyli wybrałem się bez plecaka i co najgorsze wody mineralnej.
Ale o tym potem.
Teraz wchodzimy na teren jeziorek.
Mijamy stosowne informacje .

 

 

 

I kolejne informacje mijamy, oczywiście po zapoznaniu się z ich treścią.

 

 

Po wejściu na „szlak jeziorek” pierwsze co spotykamy po lewej stronie to piękny widok w dół a tam pierwsze jeziorko czyli „Żółty Stawek”.
Rzeczywiście akwen niewielki, może 20 metrów przekątnej.

 

Kolorowe Jeziorka, Żółty Stawek.

Umiejscowiony w dole po wyrobisku.

Poniżej na zdjęciu panoramicznym widać całość łącznie z drugim jeziorkiem zwanym Purpurowym.

Można tam zejść, można dojść do wody, można wejść na skałki. Uważajcie na skałkach, są niezabezpieczone i po szybkim, z rozpędu, wejściu pod górę może was zaskoczyć ostra krawędź w dół, przepaść. Osobiście odradzam wchodzenie na te skałki.
Kolorowe Jeziorka. Panorama: na lewo poza kadrem Żółty Stawek, po lewej skałka z grotą, Jeziorko Purpurowe, po prawej stronie Mała Gastronomia poza kadrem).

 

 

Grota, a raczej tunel. Można sobie przejść pod skałką, zrobić ładne foto.

 

Kolorowe Jeziorka.
Zejście do jeziorek. Po prawej stronie mamy teren spacerowy.

 

 

Struktura skał.

 

Kolejne zdjęcia przedstawiają wchodzenie na skałkę i widok z jej grzbietu.
Jeśli szybko je klikniesz kolejno to poczujesz się jakbyś był na tym grzbiecie.

 

Kolorowe Jeziorka, wchodzimy na skałkę.

 

Kolorowe Jeziorka, wchodzimy na skałkę.

 

Kolorowe Jeziorka, widok z grzbietu skałki.

 

Kolorowe Jeziorka, widok z grzbietu skałki na Żółty Stawek.

 

Jeziorko Purpurowe.
Niestety podczas mojej wizyty nie było purpurowe. Na szczęście okazało się, że jeziorko zbladło nie na mój widok a z przyczyn naturalnych. Jego kolor zależy od wielu czynników w tym czynników atmosferycznych.
Na zdjęciu poniżej dzięki obecności turystów możecie zobaczyć perspektywę i wyobrazić sobie rozmiar jeziorka.

 

Kolorowe Jeziorka. Jeziorko Purpurowe.

 

Na chwilę wychodzimy z terenu tych dwóch jeziorek. Czyli opuszczamy Żółte i Purpurowe i przy gastronomii zakręcamy w prawo. Mijamy w dole pozostałości po jakichś zabudowaniach. Informacji brak o ich pochodzeniu, jednak można się domyśleć, że to ruiny poprzemysłowe z okresu wydobycia.

 

Kolorowe Jeziorka, ruiny prawdopodobnie po obiektach przemysłowych.

 

I tutaj popełniłem błąd turystyczny.
Nie trzymałem się mapki tylko poszedłem tam za barierki drogą w głąb lasu.
I tak sobie idziemy i idziemy i nic tam ciekawego nie ma. Zaraz, zaraz – powie ktoś – jak to nic ciekawego nie ma w lesie? Oczywiście, że jest. Znalazłem kilka wielkich mrowisk.

Jedno było przy samej drodze.

 

Mrowisko.

 

Krople żywicy wisiały nad wejściem do mrowiska…

 

Mrowisko.

 

Kilka metrów od drogi było większe o wysokości ok 1,5 metra.

 

Mrowisko.
Mrowisko.

 

Po obejrzeniu mrowisk gdy już wiedziałem, że nie jestem na właściwym szlaku postanowiłem zawrócić do jeziorek i iść ku kolejnemu.

Ku następnym jeziorkom zgodnie z ulotką prowadzi szlak, po lewej stronie mijamy wyrobisko z Żółtym i Purpurowym jeziorkiem. Zabezpieczonym szlakiem idziemy dziwną leśną dróżka. Cały czas pod górę. Na ulotce wygląda to ładnie, tylko kilkaset metrów, ale w rzeczywistości jest chyba dalej. No i ciągle pod górę i pod górę…..
Kolorowe Jeziorka.
Idziemy do Jeziorka Błekitnego.
…i dalej pod górę…

 

Za naszymi plecami w dole ostatni widok na Purpurowe Jeziorko.

 

 

I przez las, cały czas takim szlakiem.

 

 

I dalej pod górę.

Dochodzimy do dawnych sztolni.
Tutaj wiele nie zobaczymy albowiem wszystkie te pozostałości po sztolniach zostały przysypane i od wewnątrz zakratowane aby tam nie wchodzić. Obecnie są siedliskami nietoperzy więc jakoś nie zmartwił mnie brak możliwości wchodzenia do wnętrza.

 

Kolorowe Jeziorka. Wejście do jednej ze sztolni, wewnątrz kraty słabo widoczne na foto.

 

Ale, gdy już wyjdziemy z obszaru sztolniowego za następnym pagóreczkiem czeka na nas nagroda.
Ten widok jest piękny.
To Błękitne Jeziorko. Podczas mojej tam obecności kolor wody nie był błękitny a bardziej turkusowy. W zależności od pogody i innych uwarunkowań przybiera barwę błękitną.

Z opowiadań gosposi wynikało, że w latach 80- tych kto chciał mógł się kąpać w tym jeziorku. Nie zaobserwowano żadnych efektów ubocznych.
Kolorowe Jeziorka. Jeziorko Błękitne.
Lekka fala na wodzie muskanej wiatrem.

 

Panorama z kawałkiem nabrzeża.

 

Kolorowe Jeziorka. Wyjście trapem nad bagnistym podłożem w kierunku szlaku prowadzącego do kolejnego jeziorka.

 

Aby dostać się do kolejnego stawku nazywanego raz Zielonym a raz Czarny Stawkiem trzeba przejść po tym drewnianym trapie (na zdjęciu u góry) i wleźć stromym zboczem po prawej stronie jeziorka ( zdjęcie poniżej).

Widząc takie wezwanie wiele osób rezygnuje ze wspinaczki tym bardziej, że szlak nie jest tam wyraźnie wyznaczony i praktycznie idzie się „na czuja” byle w górę i byle w prawo.
Może dlatego właśnie gosposia twierdziła, że wszystko jest w jednym miejscu bo tam już nie zaglądała?
Jeszcze raz rzut obiektywem na Błękitne Jeziorko.
Gdy już jednak podejmiecie wyzwanie i choćby na czworakach wleziecie na szczyt tego leśnego zbocza znajdziecie się na wygodnej drodze używanej przez leśników. Twardej, ubitej i przestronnej. Tutaj w słońcu można trochę odpocząć, jak kto zgłodnieje (np. ja bo przecież plecaka z zaopatrzeniem nie zabrałem) to można posilić się malinami.
Leśne maliny, dojrzewające w słońcu.

 

Uważajcie jednak na żmije. Pełno ich tutaj.
Ta akurat miała co jeść. Nie wiem czy nadmiar jej nie zaszkodził.

 

 

Wziąłem przykład ze żmii. Posiliłem się malinami, przestałem złorzeczyć na brak zaopatrzenia bo malin było pełno i zaspokoiły one moje pragnienie. Doszedłem do miejsca gdzie ma znajdować się Zielony Stawek, inaczej nazywany Czarnym Stawkiem. Zgodnie z tym co piszą w informacjach stawek o tej porze roku był wyschnięty i nawet mu zdjęcia nie zrobiłem, a właściwie temu zagłębieniu. Na wszelki wypadek utrwaliłem taką oto informację (zdjęcie poniżej).

 

 

Kolorowe Jeziorka. Informacja o zielonym/czarnym stawku, utrwalona na wszelki wypadek.

 

Tak zakończyło się zwiedzanie Kolorowych Jeziorek.

Jednak na ulotce jest jeszcze coś. Na końcu szlaku, niedaleko bo przecież tylko 1km Wielka Kopa – czwarty pod względem wielkości szczyt w Rudawach Janowickich.
Wcale nie jest taka wielka. Tylko 821 m n. p. m.
I jak tu zlekceważyć Wielką Kopę gdy się jest tak blisko?
Postanowiłem więc wleźć i na nią. Co mi tam. Wszak tylko jeden kilometr.
Idę więc…
W drodze na Wielką Kopę.
…i dalej…
Na rozdrożu szlaków. Idziemy na Wielka Kopę.

 

Dalej idę.
I ciągle pod górę i pod górę.

 

Wielka Kopa, cały czas pod górę.

 

Nie powinienem być zaskoczony bo to góra. Ale czy tam do szczytu było 1 km?
Tu bym się sprzeczał.

Aż doszedłem do tego miejsca, tam na końcu ścieżki jest skałka, za która jest przepaść.
Wielka Kopa, punkt widokowy.
W tym miejscu nie brakowało soczystych jagód.
Jagody na Wielkiej Kopie. Smakują niepowtarzalnie…
Na zdjęciu poniżej widzimy skałkę a za nią widok dolinę. Prawdopodobnie rędzińską, jednak pochmurno było więc nie wiem co tam dokładnie jest w dole.
Widok ze skałki, punktu widokowego przed szczytem Wielkiej Kopy.
I jeszcze panorama z tej skałki.
Panorama ze skałki, punktu widokowego przed szczytem na Wielkiej Kopie.

 

Tu napotkałem innych wędrowców dzięki czemu mam zdjęcie w tym miejscu.

 

To ja. Pozdrawiam 🙂

 

Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że to nie jest szczyt Wielkiej Kopy.
Do szczytu było jeszcze kilkadziesiąt metrów.

 

Szczyt Wielka Kopa.

 

Na szczycie jest oznakowanie i informacja, obok po prawej stronie jest skałka, jednak z tego miejsca nie ma takiego widoku jak kilka metrów wcześniej. Drzewa wszystko zasłaniają.
Do 1945r. na szczycie była 15 metrowa drewniana wieża widokowa, po której nie ma śladu. Obecnie istnieją plany odbudowy wieży widokowej. Trzymam kciuki za realizację.

Zrobiłem sobie zdjęcie przy skałce tylko i wyłącznie dla oddania proporcji.

 

 

Skałka na szczycie Wielkiej Kopy.

 

I to koniec wycieczki na Kolorowe Jeziorka i przy okazji Wielką Kopę.
Polecam wszystkim odwiedzenie tych okolic. Jeżeli nawet nie zdobędziecie się na wyprawę poza Błękitne Jeziorko to uważam, że i tak warto. Jest to bardzo ładne miejsce. Ciekawe i jedyne w swoim rodzaju.

P.S.
Po powrocie do miejsca zakwaterowania wyjaśniłem sobie z gosposią to „wszystko w jednym miejscu”. Okazało się, tak jak przypuszczałem, że nie wychodziła szlakiem poza teren Błękitnego Jeziorka.
Ale nie szkodzi. Dzięki temu drobnemu nieporozumieniu moja przygoda była ciekawsza.
lipiec 2016
zdjęcia ze zbiorów autora.

 

 

 

 

 

 

 

O autorze:

Tomasz Rogus – zwykły człowiek, czytam i piszę po polsku, w wolnych chwilach robię filmy o Polsce.

Zobacz wszystkie artykuły autora

6 Comments on “Kolorowe Jeziorka i Wielka Kopa, wszystko w jednym miejscu.”

    1. Gdzieś tam wypatrzył takie rzeczy? Miałem problem ze zrobieniem zdjęć bez ludzi, było wiele osób, na pewno do kogoś z nich należało to co opisałeś.

  1. Na lawce przy Jeziorku Purpurowym siedzi para z dzieckiem i kazde z nich ma swoj plecak. Obok na lawce znajduja sie jeszcze dwa plecaki.
    Przejazd z Redzin przez przelecz i dalej mozna obejzec na Google Street Viewer.
    Co Ciebie powstrzymalo przed zlapaniem za ogon jaszczurki zjadanej przez zmije? Mialbys oryginalna pamiatke.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *