Coś niedobrego dzieje się z kozielskim parkiem…

Kozielski park, wiosna 2021

Nie jestem dendrologiem i nie znam się na drzewach. A skoro się nie znam to pewnie nie powinienem się w ich temacie wypowiadać.
Więc się nie wypowiem tylko podzielę z czytelnikami kilkoma swoimi spostrzeżeniami na temat naszego kozielskiego parku.
Z racji posiadania psa od kilku lat praktycznie przynajmniej jeden raz dziennie jestem w parku. Zwłaszcza na odcinku za Budowlanką w kierunku szpitala. Obserwuję drzewa w trakcie spacerów. Nie żebym specjalnie je podglądał, ale trudno nie interesować się drzewem, którego wygląd przyprawia o zgrozę. Mamy w parku w sumie kilka ładnych okazów, wyglądających na zdrowe i kilkadziesiąt drzew w stanie dramatycznym. Z odłamanymi konarami, lub połowami drzewa. Złamany konar o niczym nie świadczy zapewne,

ale jeżeli widzę, że jego wnętrze to jedno wielkie próchno to nachodzi mnie wątpliwość czy reszta drzewa jest zdrowa.
Kilkanaście dni temu sam doświadczyłem  emocji związanych z uciekaniem „gdzie oczy poniosą” przed walącym się olbrzymim konarem stanowiącym w sumie połowę drzewa. Konar także był spróchniały wewnątrz.

Kozielski park, zwalony konar spadł dosłownie w miejsce w którym przed chwila stałem. Czerwiec 2021.


Na opisanym przeze mnie odcinku parku znajduje się kilka pozostałości po drzewach, ulegających degradacji.

Kozielski park, to drzewo złamało się w kierunku Orlika. Wiosna 2021.

Praktycznie nie ma miesiąca by nie pojawił się kolejny wielki konar lub kolejne przewrócone drzewo.

To dąb uratowany w ramach akcji protestu mieszkańców przy budowie drogi dojazdowej do działek. Najstarszy i najokazalszy w tym ciągu drzew. Kilka miesięcy temu był na swoim miejscu.

Porastają je grzyby, mszaki i  inne takie stworzenia żerujące na (nie)zdrowej tkance.

Kozielski park. 

Dodatkowym aspektem chorych drzew jest obecność będącej pod ochroną Pachnicy dębowej. To owad o prehistorycznym rodowodzie, który znalazł sobie miejscówkę w naszych drzewach, tyle, że nie w tych zdrowych, a w tych próchniejących. I w pewnym sensie powinniśmy być z tego zadowoleni, bo on byle gdzie nie mieszka. Niestety by go chronić nie możemy usuwać tych zniszczonych/uszkodzonych  drzew w których mieszka. 
Nie mam nic przeciwko mszakom, hubom, grzybom, Pachnicy i całej tej menażerii.
Zastanawia mnie jednak co będzie za kilka lat gdy drzewom odpadną kolejne konary i kolejne i kolejne. Gdy przewrócą się kolejne drzewa, których stan wskazuje, że chyba nawet nie miały już korzeni?

To drzewo padło w maju 2021. Nie miało praktycznie korzeni, całe wnętrze to jedna wielka próchnica.


Nawet nie myślę co będzie gdy matka z dzieckiem w wózku nie będzie widziała gdzie uciekać, o ile w ogóle będzie widziała co oznacza ten dziwny dźwięk (ja akurat wiedziałem, że to odgłos łamiącego się drzewa) i co w takiej sytuacji powinna zrobić.

Złamany konar tego drzewa jeszcze leżą po prawej stronie.  Czerwiec lipiec 2021. 
A to spróchniały konar drzewa ze zdjęcia powyżej.

Nasz kozielski park ma ca 150 lat.  Żywotność dębów i innych gatunków jest różna. Nie wiemy jednak dokładnie co jest pod dębami, a chyba niestety nie jest to życiodajna gleba. Czy nie powinniśmy być gotowi na „wymianę” drzew w parku? Czy nie moglibyśmy jej zaplanować na lata?  Nie mówię tu o bezmyślnym cięciu, ale jeżeli okaz ma obłamane konary, sypie się z niego próchno a w obrębie kilkudziesięciu metrów nie ma innego drzewa to czy nie powinniśmy już tam sadzić nowych egzemplarzy?
Kilka takich drzew ok. dwudziestoletnich jest już w parku. Same się „posadziły”.
Jedno posadzone ludzką ręką kilka lat temu znajduje się w okolicy dojścia do działek od ul. Konopnickiej.

Drzewo posadzone kilka lat temu w okolicy zejścia z ulicy Konopnickiej do ogródków działkowych. 

To oczywiście tylko przemyślenia, ja bowiem na drzewach nie znam się wcale…

O autorze:

Tomasz Rogus – zwykły człowiek, czytam i piszę po polsku, w wolnych chwilach robię filmy o Polsce.

Zobacz wszystkie artykuły autora

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *