Wygrała miłość…?

– Oj panie, a ten ksiądz wtedy to był taki śliczniutki. Najładniejszy chłop w Koźlu to on był. Młody, czarny taki. Rutger na imię mu było. Pamiętam dobrze, bo my wszystkie nastolatki podkochiwałyśmy się w nim. Ale on zajęty był swoimi sprawami. Długo to nie trwało, bo poznał Gizelę, córkę od tego właściciela kawiarni, Genbelda.

 

 


– Co pani mówi, on coś z tą córką?
– Tak proszę pana, ale nie tak od razu. Wtedy przed wojną to lekcje religii były w kościele tutaj w Koźlu. Dla wszystkich z okolicy, ale po jakimś czasie zaczęto robić lekcje na wioskach i ksiądz tam jeździł. No i rozumie pan, jeździła z nim ta córka od Genbelda.
– Czym jeździli?
– Na rowerach, proszę pana, na rowerach.
– A z tej znajomości to coś wynikło?
– Nie zdążyło, bo wiadomości dotarły do kurii. Całe miasto już plotkowało. A kuria wtedy była we Wrocławiu to jak się dowiedzieli to oni zaraz tego księdza daleko w głąb Niemiec odesłali.
– I koniec miłości?
– Nie. Bo to akurat było pod koniec wojny. Stąd wielu mieszkańców do Niemiec uciekało, bo ludzie już domyślali się, że coś nie tak z wojną i bali się tu pozostać. I wie pan co?
– Nie wiem…
– I ten cały Genbeld zostawił tu kawiarnię i to wszystko i razem z rodzina w głąb Niemiec wyjechał. I tam to się dopiero zaczęło. Okazało się, że trafili w to samo miejsce co ksiądz Rutger.
– Przypadek?
– Kto ich tam dzisiaj wie? W każdym bądź razie ksiądz Rutger spotkał tam Gizelę i na nowo się spotykali. I on stwierdził, że nie da rady być księdzem i razem z nią do końca życia został. I oczywiście przestał być księdzem.
– Aha…?
– I tak to widzi pan, miłość wygrała.
– Do kogo?

O autorze:

Tomasz Rogus – zwykły człowiek, czytam i piszę po polsku, w wolnych chwilach robię filmy o Polsce.

Zobacz wszystkie artykuły autora

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *