Mikołaj nie istnieje.

– Panie kierowniku to może choć z okazji Mikołaja pan mnie wcześniej do domu puści?
– Mikołaja? Przecież Mikołaj nie istnieje – odparł Nowicki nerwowo spoglądając na telefon w oczekiwaniu na sygnał od Kowalika.
Kowalik, kolega Nowickiego z pracy, miał wcielić się w rolę Mikołaja i odwiedzić dzieci Nowickiego.
Usługa mikołajowa w sezonie jest droga.
Nowicki dogadał się więc z Kowalikiem, że zrobi to za

 

 

 

 

pół ceny. W firmie wszyscy korzystali z usług Kowalika. Sprawa była prosta, Kowalik przebierał się za Mikołaja, ładował do wora prezenty wcześniej przekazane mu przez rodziców i odwiedzał dzieci w domu.

– Kochanie, suszarka już mi zupełnie wysiada. Myślałam, że wytrzyma jeszcze z miesiąc a tu taki pech, przed świętami – Nowicka ze smutkiem w oczach spojrzała na męża – tak wiem, nie ma kasy, święta za pasem.
– Tak wiem – odparł Nowicki. Właśnie mocował się z zatkanym zlewem – przydałby się mocniejszy klucz żeby lepiej dokręcić – pomyślał. Widział taki klucz w pobliskim sklepie. Jednak kosztował grubo ponad stówę i przed świętami nie było mowy by sobie pozwolić na taki wydatek. Może po Nowy Roku będą jakieś wyprzedaże, wtedy Nowicki poszaleje w markecie – uśmiechnął się pod wąsem.

– O której ma być ten Mikołaj? – zapytała żona
– O 18-tej, tylko cicho bo dzieciaki usłyszą – odpowiedział Nowicki.
Dokręcił kolanko, podsunął zlew na szafkę.
– Na razie działa, jakby co za mocno nie odkręcaj.
– Dobrze kocha…..
Nie skończyła bo rozległ się dzwonek.
– Tak wcześnie? – Nowicki spojrzał na zegarek na ścianie w kuchni – miał być za godzinę. Ach ten Kowalik, potem mu żebra porachuję – pomyślał z właściwym dla siebie poczuciem humoru.
– Ho ho ho – dobiegało zza drzwi.
Dzieci wyjrzały z zainteresowaniem z pokoju. Mały Janek lat 6 i jeszcze mniejsza Krysia lat 4 nie spodziewały się wizyty Mikołaja.
– Kto to tam? – rzucił niby od niechcenia Nowicki i podszedł do drzwi.
– Ho ho ho – ponownie, tym razem głośniej i z dźwiękiem dzwoneczków rozległo się za drzwiami.
– Już otwieram – zasygnalizował głośno Nowicki – dzieci chodźcie ze mną otworzyć.
Dzieci podbiegły do taty, trzymając go za nogę Janek łapał za klamkę a Krysia przykucnęła za tatusiem, tak by lepiej widzieć wszystko z dołu.
Tatuś Nowicki otworzył drzwi.
Za drzwiami stał potężny Mikołaj. Ubrany w lśniący czerwony welurowy płaszcz, przepasany złotym szerokim pasem. Na głowie miał czapkę, ale trochę inną niż te które Nowicki znał z mikołajowych obrazków, wyglądała jak czapka biskupa czy jakoś tak.
– Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus – przywitał się Mikołaj.
– Zwariował – pomyślał Nowicki o Kowaliku – zwariował – na wieki wieków – odparł jednak spokojnie.
Mikołaj miał ogromną białą brodę, wielkie, krzaczaste białe brwi, czerwone lico i był niesamowicie uśmiechnięty. Pachniało od niego piernikami i promieniowało ciepło i radość. Nawet Nowickiemu udzieliła się atmosfera zadowolenia.
– Zgrzał się i zwariował – nadal snuł rozważania nie martwiąc się jednak zbytnio, bo najważniejsze, że Kowalik dobrze wyglądał.
– Czy w tym domu są jakieś małe, grzeczne dzieci? – zapytał Mikołaj.
– Tak, jesteśmy – odezwały się cieniutkie głosiki Janka i Krysi – to my, tutaj – machały rękami w kierunku Mikołaja jakby się bały żeby ich nie przeoczył.
– To dobrze, to znaczy, że dobrze trafiłem. Bo ja bardzo lubię grzeczne dzieci – śmiał się od ucha do ucha Mikołaj.
– Proszę, proszę wejść do środka – zapraszała Nowicka – Mikołaj napije się kawy, herbaty?
– Wchodzę a jakże, za kawę dziękuję, ale herbatę poproszę, z cytryną. Bardzo lubię te wasze ziemskie specjały – odparł Mikołaj głaszcząc się po brodzie.
Wszedł do mieszkania, przyniesiony ze sobą wór pozostawił w przedpokoju i poszedł dalej na salony.
Nowicki stanął z boku i przyglądał się Kowalikowi. Był zaskoczony jego transformacją. Nie sądził, że Kowalik tak świetnie się ucharakteryzuje, że ma takie ubrania.  No i ten głos, zupełnie inny niż głos Kowalika, taki głęboki dudniący – zresztą czy to ważne? Najważniejsze, że dzieci mają ubaw i radochę.
Mikołaj spędził u Nowickich ponad pół godziny. Maluchy były przeszczęśliwe, chętnie siadały mu na kolanach, pozowały do zdjęć. Nowicki pstrykał aparatem ile wlezie by utrwalić chwile radości. Krysia szarpała Mikołaja za brodę krzycząc – prawdziwa, prawdziwa!
Janek oglądał z podziwem szeroki złoty pas na płaszczu i ciężką, masywną czapkę.
– No, czas na mnie – Mikołaj spojrzał na zegarek – mam jeszcze coś dla was, ale to na sam koniec.
Wytaszczył z przedpokoju worek z prezentami.
– Tu są prezenty dla wszystkich – pochylił się nad dziećmi – ale nie wolno do nich zaglądać zanim nie odejdę sprzed bloku, zrozumiano?
– Tak tak, rozumiemy – krzyczały dzieciaki.
– Pani też zrozumiała? – Mikołaj zapytał Nowicką i z ukosa spojrzał na Nowickiego – pana nie pytam.
– Mnie? Nie, mnie nie trzeba – zmieszał się Nowicki.
– No, to dziękuję za gościnę, za herbartę, była wyborna. Bóg z Wami kochani i Wesołych Świąt Bożego Narodzenia wszystkim życzę.
I Mikołaj wyszedł. Nowicki stanął przy oknie wyglądając co dalej zrobi Kowalik.
Dzieci biegały wkoło wora z prezentami przekrzykując się
– Prawdziwy!
– Nieprawdziwy!
– Prawdziwy, miał prawdziwą brodę!
– Nie, była przyklejona, tylko za słabo szarpałaś – krzyczał Janek niecierpliwie spoglądając na ojca kiedy ten wreszcie pozwoli rozpakować worek z prezentami.
– Dobra dzieci, Mikołaj poszedł – Nowicki odprowadził Mikołaja wzrokiem za róg budynku. Był sam, pieszo.
– Otwieramy – uśmiechnęła się mama.
Nowicki zebrał szklanki ze stołu i wyniósł je do kuchni.
Po chwili dobiegł go z pokoju głos żony – ojej kochanie, nie musiałeś…
Nowicka trzymała w ręku nowiusieńką suszarkę do włosów a Nowicki wyraźnie zaskoczony patrzył jak mały Janek wyciąga z worka wielki hydrauliczny klucz wielofunkcyjny, dokładnie taki o jakim myślał jeszcze godzinę temu. Dzieciaki dzielnie rozdzierały opakowania z prezentów przyniesionych przez Mikołaja.
I nagle za drzwiami mieszkania rozniósł się dźwięk dzwoneczka i dało się słyszeć głos Kowalika – ha ha ha – to ja, Mikołaj!

Na zegarze w kuchni była 18-ta.

 

 

O autorze:

Tomasz Rogus – zwykły człowiek, czytam i piszę po polsku, w wolnych chwilach robię filmy o Polsce.

Zobacz wszystkie artykuły autora

One Comment on “Mikołaj nie istnieje.”

  1. Marzyciel! Ale to marzenia sprawiają, że jesteśmy dziećmi, a dziecka w sobie nie wolno zagłuszać:)
    Warto było wpaść w takim dniu i przeczytać dobry tekst. Jedyny prezent mikołajkowy:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *