W pewnej intencji znanej Panu Bogu.


Irena pochyliła się nad arkuszem papieru,
który właśnie miała ująć w dłonie i przenieść  do kolejnego segregatora gdy z korytarza dobiegł odgłos zatrzaskiwania drzwi wejściowych przedszkola.
Obecni w gabinecie dyrektorki znieruchomieli i spojrzeli kolejno na siebie.


Zambrowski – konserwator, który przyszedł pomagać, na Irenę, Irena na Joannę, tą najmłodszą pracownicę przedszkola, Joanna na Zambrowskiego.
– Asiu zejdź na dół i zobacz kto przyszedł, bo zanim nas tu na drugim piętrze znajdzie to całe przedszkole opaćka butami – dyrektorka zadysponowała Joannę.
Był ciemny jesienny wieczór, na dworze siąpił deszcz i każdy kto wchodził mógł nanieść kolejne warstwy błota a sprzątaczki nie było już w przedszkolu.
Joanna zeszła więc na dół. Po chwili jednak wróciła do gabinetu Ireny blada jak płótno i z przerażeniem w  oczach.
– Pani dyrektor, ale tam nikogo nie ma – wyszeptała – a drzwi od przedszkola są zamknięte na klucz…
Irena spojrzała na Zambrowskiego z niedowierzaniem, jak to przecież słyszała głośne trzaśnięcie drzwiami, Zambrowski także zmarszczył czoło. Był pewny, że charakterystyczny odgłos słyszał wyraźnie.
Razem zeszli wszyscy na parter do drzwi wejściowych. Joanna ani myślała zostać w gabinecie sama i nie odstępując na krok pozostałych pokazała drzwi. Poruszając klamką udowadniała, że są zamknięte.
– Rzeczywiście, dziwna sprawa – stwierdziła Irena wyciągając w tym samym momencie klucze od drzwi ze swojej kieszeni. Na ten widok wszystkich przeszły dreszcze.
Kto zatrzasnął drzwi, jak to możliwe, przecież nikogo  w przedszkolu nie było, nikt nie ma klucza…
Minęło kilka dni gdy na korytarzu w słoneczne południe rozległy się kroki. Opiekunka dzieci Martyna wyjrzała z sali pewna, że zobaczy tam koleżankę, która właśnie miała przynieść koc dla małej Zuzanny. Jednak koleżanki nie było – ale przecież słyszałam wyraźnie kroki – zapewniała później koleżanki.
Jeszcze kilka razy odgłosy czyjejś obecności dawały się we znaki pracownikom przedszkola.
Odgłosy kroków na schodach, jakby kto szurał butami w ociężałym chodzie, trzaski okien, odgłosy zamykania drzwi, czy nawet jeden raz zatrzaskujące się drzwi na pierwszym piętrze w łazience – nie, przeciągu na pewno nie było – tym razem zapewniała inna opiekunka.
Pracownicy wymieniali się opowiadaniami, każda z kobiet coś słyszała, każda coś miała do opowiedzenia. Niektóre podchodziły do tego z uśmiechem inne z przerażeniem w oczach. Za nic nie chciały zostawać na dłużej w przedszkolu, a już żeby same to nawet nie ma mowy…
I pewnego dnia dyrektorka trafiła w starej gazecie na informację o pewnej śmierci. Sprawa sięgała początku lat 90-tych gdy budynek przedszkola stał opustoszały i był pilnowany przez firmę ochroniarską. To wtedy pewnej nocy mężczyzna pilnujący obiektu postanowił skończyć ze swoim życiem za pomocą sznura.
Może to jest przyczyna naszych dziwnych odgłosów – pomyślała Irena. Pamiętała z dzieciństwa opowiadania babci o błąkających się pomiędzy dwoma światami duszach, które nie mają dosyć siły by przejść na drugą stronę. Potrzebują one wsparcia z naszej strony, modlitwy by przejść do kolejnego etapu życia wiecznego.
Irena wiedziała, że taka dusza potrzebuje przede wszystkim modlitwy. Pewnego wieczoru gdy znowu siedziała w pracy do późna usłyszała odgłosy na korytarzu. Tym razem już miała pewność co tam się dzieje.
– Słuchaj, nie przeszkadzaj mi teraz bo mam coś do zrobienia, pomodlę się za ciebie wieczorem.
Po tych słowach Ireny odgłosy ucichły.
I jeszcze innego dnia w podobnym tonie poprosiła przybysza o niezakłócanie pracy przedszkolanek.
– Jak już musisz straszyć to przychodź z tym do mnie, daj spokój dziewczynom, one nie wiedzą co trzeba robić. Tym razem też zapanowała cisza.
Irena po nabraniu pewności z czym ma do czynienia postanowiła pójść po pomoc do proboszcza miejscowej parafii. Obawiała się, że ten nie potraktuje poważnie jej problemu. Jakże była zaskoczona, gdy ksiądz wysłuchał jej w skupieniu i sam zaproponował odprawienie mszy w intencji zbłąkanej duszy.
– Ale ja nie wiem proszę księdza jak ten człowiek się nazywał, czy to nie jest przeszkoda? – zmartwiła się Irena
– Nie szkodzi, poradzimy sobie bez tego. Aha, to nic nie kosztuje. Odprawię te msze bez opłaty – ksiądz uprzedził kolejne pytanie Ireny.
I w kościele w Kłodnicy odprawiona została msza w intencji tej duszy tułającej się po naszym świecie.
I rok czasu cisza trwała i znaków żadnych ze strony ducha nie było.
Jednak po roku znowu się duch odezwał i znowu msza została odprawiona. I tak co roku ksiądz modlił się wraz z wiernymi „w pewnej intencji znanej Panu Bogu”…

P.S.
Ile prawdy jest w tej historii?
Pewnie tyle na ile wierzycie w takie sprawy, ale kto jest tam w oknie…?

O autorze:

Tomasz Rogus – zwykły człowiek, czytam i piszę po polsku, w wolnych chwilach robię filmy o Polsce.

Zobacz wszystkie artykuły autora

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *