Ocena.

Robiłem zdjęcia.
Pora  była przedobiadowa, gdzieś tak ok. 13.00.
Spodobała mi się brama wjazdowa, wykonana ze starej cegły, połączona z murem okalającym posesję. I do tego przybudowany mały budyneczek,

 

 

w którym obecnie mieści się jakaś minigaleria.
Wszystko to utrzymane było w klimacie przedwojennej Warszawy i bardzo prawdopodobne,
że z tamtego okresu pochodziło.

 

Laski. Brama wjazdowa do ośrodka.

 

Przy bramie w małym kamerliku swój posterunek ma pan w żółtej kamizelce, którego obowiązkiem jest m.in. otwieranie szlabanu w innej bramie za pomocą pilota.

 

Laski. Stróżówka przy bramie wjazdowej.

 

 

Pan akurat obecnie stał w bramie, tej ze starej cegły i rozmawiał z innym panem.
Byłem kilkadziesiąt metrów od nich i starałem się ująć obiektywem mur i bramę bez ich postaci.
Z bramy wyjechała na starym jak świat małym składaku jedna z sióstr zakonnych mieszkających „za murem”. Chyba też bardzo wiekowa. Wjeżdżając na chodnik uderzyła w krawężnik i rowerem zatrzęsło, koszykiem na bagażniku szarpnęło i co tam w nim było, w tym koszyku, wypadło na chodnik. Panowie z zaciekawieniem spojrzeli na siostrę. Ta nie wywróciła się, utrzymała równowagę. Stanęła. Obejrzała spustoszenie jakie dokonało się w koszyku. Na chodniku rozsypały się skorupki od jajek. Siostra nieporadnie schylała się po skorupki. Rower nie miał nóżki więc musiała go trzymać jedną ręką a drugą, zgrabiałymi palcami zbierać skorupki. Panowie stali kilka metrów od niej i bacznie przyglądali się postępom w czynnościach. Siostra już wszystkie skorupki wyzbierała, wsiadła na rower i ostrożnie ruszyła z miejsca. Panowie stracili zainteresowanie sytuacją odwrócili się plecami do siostry i dalej ględzić.
Po chwili pan w kamizelce narzekał bo jakaś osoba trąbiła na niego spod drugiego szlabanu co to miał on do niego pilota. Po sekundzie podjechała samochodem pani co to trąbiła i jęła go przepraszać bo musiała trąbić, bo nie mogła wysiąść i nacisnąć dzwonka na ścianie przy szlabanie, bo auto by jej zgasło a ona coś tam nie umie i tak dalej.
Pan od pilota kiwał głową ze zrozumieniem.

Po dwóch godzinach wyjeżdżam z jedną z sióstr z posesji ogrodzonej murem. Zatrzymałem się przy dzwonku przy szlabanie co to pan w żółtej kamizelce ma do niego pilota. Posłusznie zadzwoniłem, pan pilotem pyk i szlaban otwarty. Objaśniam siostrze o co chodzi z tym pilotem i panem, który marszczy brwi gdy ktoś na niego trąbi.
Wspólnie doszliśmy do wniosku, że ten kto ukuł powiedzenie jakoby jakakolwiek władza wywracała ludziom w głowach miał rację, nawet dozorcom. Dojeżdżamy do kamerlika w bramie gdzie urzęduje pan w żółtej kamizelce. Siostra opowiada mi o bardzo miłym i zacnym człowieku, który jest nad wyraz uprzejmy i pomocny i tu gdzieś pracuje. Pytam się kogo ma na myśli, ona pokazuje mi pana w żółtej kamizelce i wyjaśnia, że o niego chodzi.

 

O autorze:

Tomasz Rogus – zwykły człowiek, czytam i piszę po polsku, w wolnych chwilach robię filmy o Polsce.

Zobacz wszystkie artykuły autora

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *