Nić porozumienia.

Ania jeszcze krzątała się po kuchni. Na stole brakowało a to widelca a to talerzyka.
Wszyscy siedzieli w kuchni przy stole, bo tak, jak zawsze, najlepiej.
Wszystko po chwili było gotowe.
Ciasto, kawa, wino własnej roboty. Na dworze zrobiło się chłodno i pomimo, że to było lipcowe popołudnie w piecu

buzował ogień , kaloryfery wydawały przyjemne ciepło i w połączeniu z winem wzrastała temperatura w organizmach biesiadników.
Tomek z Jankiem starali się nie przedobrzyć z winkiem domowej roboty, żeby pamiętać o czym rozmawiają i w ogóle po co tu przybyli.
Dziewczyny rozmawiały między sobą, po przekątnej stołu, jak to zawsze bywa.
Wspominały stare nauczycielskie czasy z wiejskiej szkoły.
– Tak, Krystyna – mówiła Ania.
– Krystyna? – Pyta Ludwika.
– Tak, ta od tego co wiesz mieszkał tam za brzozą koło cmentarza.
– A ta? Tak pamiętam. A ty wiesz, że ona potem odeszła od niego i była z tamtym co z Kamiennej Góry przyjeżdżał na wakacje?
– Coś podobnego, z nim? – Ania nie ukrywała zdziwienia.
– Tak z nim. To potem Justyna, ta od Krysi ciotki koleżanka, wiesz która…
– Tak – Ania najwyraźniej ogarniała sytuację – i co ta Justyna?
– No ona pojechała do Marciszowa  i tam pracowała. A od niej córka Tereska co to była z tym Kazikiem co mieszkał koło kościoła…
– Tym rudym? – upewniała się Ania miażdżąc łyżeczką kolejną porcję ciasta.
– Tak, dokładnie, to ten co wiesz spadł z wozu i nogę złamał – potwierdzała Ludwika.
– No pamiętam – przytaknęła Ania.
– No więc właśnie. I ona, ta Justyna pojechała do tej Karoliny co to ci kiedyś opowiadałam.
Tomek popatrzył ze zrozumieniem na Janka, nalał kolejną działkę wina domowej roboty. Wspólnie wychylili szklaneczki powoli szukając dna.
Kobiety najwyraźniej znalazły nić porozumienia
Panowie też….

O autorze:

Tomasz Rogus – zwykły człowiek, czytam i piszę po polsku, w wolnych chwilach robię filmy o Polsce.

Zobacz wszystkie artykuły autora

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *