Modlitwa Antoniego.

Antoni był młodym gospodarzem. Gospodarzył na ojcowiźnie tak jak nauczył go ojciec i jak od pokoleń wszyscy przodkowie Antoniego czynili.
Bogobojnymi ludźmi byli wszyscy mieszkańcy małej Dębowej, bo w czasach tych odległych wszyscy Pana Boga szanowali i słuchali.
Takoż żaden chłop nie odważył się w południe na polu pracować, albowiem

godzina ta zastrzeżona była dla Pana Boga i w ten czas należało w gospodarstwie być a modlitwę do Boga zanieść.
Antoni dobrze o tym wiedział, ojciec tak go nauczył i nikt z tego obowiązku nie zwolniłby go nigdy bez względu na potrzebę.
Tej wiosny Antoni miał jednak problem ze swoim polem. Podmokło okropnie a deszczowe opady spowodowały znaczne opóźnienie w pracach. Gospodarz miał wspaniałe koniki, które potrafiły nadrobić zaległości, ale i tak był z pracą jeszcze daleko, jak to się mówi, w polu.
Tak więc od samego rana Antoni pracował na polu. Musiał przygotować je pod zasiew zboża. Było zaorane przed zimą a teraz trzeba je zabronować. Antoni załadował więc brony na wóz, który ciągnęły dwa koniki i pojechał na pole. Zabrał ze sobą odrobinę jedzenia i baniaczek z mlekiem. Na południe trzeba było zjechać do obejścia, modlitwę odprawić i posilić się przed dalszą pracą.
Antoni zegarka nie miał, ale bardzo dobrze po słoneczku wiedział jaka jest godzina w danej chwili.
Tak więc zajechał na ojcowiznę, konie zaprzągł do bron i ruszył z pracą. Pole było duże, robota posuwała się w miarę spokojnie, słoneczko przyświecało i lekki wiaterek systematycznie osuszał ziemię. Koniki ciągnęły równo bronę a ziemia po wiosennych roztopach pięknie rozsypywała się w równomierną warstwę.
Cieszył się Antoni – jak tak dalej pójdzie to dzisiaj skończy i jutro będzie można siać zboże. Jednak zbliżało się południe i musiał zjechać z pola i modlitwę do Pana Boga odmówić. W tym miesiącu intencją modlitw było wstawiennictwo za duszami w Czyśćcu cierpiącymi.
Jednak szkoda było Antoniemu z pola zjeżdżać – jedzenie jakieś miał ze sobą więc bez posiłku wytrzyma a modlitwę odmówi jak wróci do domu – rozmyślał.
Wiedziony złymi pokusami postanowił, że ten jeden, ale tylko jeden raz nie jedzie do domu na modlitwę.
Jak postanowił tak uczynił. Zapomniał jednak Antoni, że nie tylko on był uczony od pokoleń, że w południe nie wolno przebywać na polu. Konie swój malutki rozumek miały i dobrze wyczuwały kiedy zbliża się ten czas gdy trzeba wracać do gospodarstwa.
Słonko zbliżało się do wskazania godziny 12, konie niespokojnie zaczęły się wiercić zapięte do brony bo odczuwały, że już czas na przerwę południową.
Antoni nie zwracał uwagi na słońce i lejcami poganiał koniki, aby się nie ociągały. Nadeszła jednak chwila gdy zwierzęta zdenerwowały się na brak przerwy i postanowiły same, bez Antoniego decyzji, że pójdą do domu. Szarpnęły zaprzęgnięciem i gwałtownie zawróciły w kierunku domu. Tak to zrobiły, że Antoni nagle znalazł się na ich drodze. Zaskoczony chłopina wystraszył się gdy dwa łby końskie znalazły się na wprost jego twarzy a oczy zwierząt wyrażając gniew i zaniepokojenie patrzyły srogo w jego źrenice. Antoni zatańczył na bryle śliskiej ziemi, zachwiał się i runął jak długi pomiędzy konie. Te jednak nie zatrzymały się a wystraszone okrzykiem Antoniego, który towarzyszył upadkowi, mocniej szarpnęły i tym bardziej w stronę domu kierując bieg podążały.
A konie ciągnęły za sobą brony.
A Antoni leżał na ziemi.
A brony nagle zakryły Antoniego.
A dziesiątki metalowych zębów jęły wbijać się w jego plecy.
A głowa dociśnięta do ziemi łapała glinę w usta.
A brona ciężka niczym sto worów z pszenicą wyduszała dech z płuc Antoniego.
I tak konie spłoszone ciągnęły bronę po polu wraz z zaczepionym do niej Antonim i biegły coraz szybciej w stronę domu.
Antoni nie czuł już bólu w plecach, już dechu złapać kolejnego nie potrafił i w głowie jedyna myśl mu pozostała, że pożegnać się trzeba będzie z tym światem i przed Panem Bogiem stanąć. I jeszcze o tym zdążył pomyśleć, że Pan Bóg zagniewany będzie za brak południowej modlitwy i strasznie mu się żal z powodu swojego zachowania zrobiło…..
… już Antoni miał zemdleć i życie stracić gdy poczuł siłę jakąś mocną co go za ramię złapał i spod bron w bok wyciągnęła. A gdy go wyciągała to usłyszał głos, który mu wybaczał i który mówił, że modlić się trzeba za tych co w Czyśćcu tego oczekują i że on jeszcze do Czyśćca ma czas.
I konie pojechały a Antoni na polu pozostał w błoto wciśnięty, ale oddychający. Zwierzęta do domu same dotarły a zaraz po nich ode wsi ludzie przybiegli bo domyślali się, że coś się Antoniemu musiało stać.
I tak Antoni zrozumiał, że nie na darmo ojciec go uczył kiedy się modlić i Jak Pana Boga szanować należy. Z tej okazji przy polu swoim krzyż murowany z Panem Jezusem i Janem Nepomucenem ustawił. A na krzyżu napis w kamieniu taki oto wyryto:
„Jedno Ojcze Nasz
Jedna Zdrowaś Mario
za dusze w Czyśćcu cierpiące”
Gdy spotkasz na swojej drodze ten krzyż to pamiętaj, że na tym polu właśnie Antoni śmierci uszedł tylko dzięki boskiej woli i odmów modlitwę Antoniego.
P.S.
Antoni żył potem jeszcze długo. Zginął w latach 40-tych w trakcie działań wojennych II Wojny Światowej  w tym rejonie.
Data na krzyżu powie Wam kiedy ta historia wydarzyła się. A wydarzyła się naprawdę.
dsc_2381
 Tablica z napisem wymontowana pozostaje we władaniu potomków Antoniego.

Zdjęcia ze zbiorów autora.

Wrzesień 2016r.

 

O autorze:

Tomasz Rogus – zwykły człowiek, czytam i piszę po polsku, w wolnych chwilach robię filmy o Polsce.

Zobacz wszystkie artykuły autora

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *