Metro – rosyjska prowokacja na uczuciach.


Zgrzeszyłem – powiecie.
Obejrzałem rosyjski film pt. METRO.
O nim kilka słów zaledwie, reszta jest w środku.
Film, w którym znajdziecie wszystko to czego nie zawsze można doszukać się w filmach akcji rodem z Hollywoodu.

Jest tu miłość, gniew, nienawiść. Pojedynek intelektu i siły o kobietę. Są trudne wybory między śmiercią a życiem.
Nie brakuje okropnych widoków ofiar jakże pasujących do rosyjskiej rzeczywistości. Ta zresztą przedstawiona jest chyba najprawdziwiej, dokładnie taka jaką znamy – wyobrażamy sobie. Bo co my tam o Rosji wiemy?
To jest najprostszy z najprostszych filmów o emocjach i uczuciach.
Manipuluje widzem w każdym momencie, nie pozwala odpocząć, denerwuje prostotą zaskakujących, jakże oczywistych rozwiązań i serwuje co rusz nieprzewidywalne zwroty akcji.
Wpadłem nań przypadkowo – cholera, jak to się stało – pomyślałem, on jest lepszy niż przykładowy Tunel ze Stallonem.
Pamiętaj jednak, nie daj się zwieść słodkiemu obrazowi idyllicznej Rosji.
Nie przypadkiem chyba pojedynek siłowy wygrywa ten, który przez jednego z oglądających ze mną określony został słowami „patrzcie, on wygląda jak Putin”
Tak właśnie prowokuje…

Wpis otaggowany jako:

O autorze:

Tomasz Rogus – zwykły człowiek, czytam i piszę po polsku, w wolnych chwilach robię filmy o Polsce.

Zobacz wszystkie artykuły autora

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *