Mater semper certa est.

– Proszę! – Kowalski głośno rzucił w kierunku drzwi. Te zaś lekko uchyliły się i do gabinetu weszła niepozorna kobieta.
Śledczy akurat wykonywał ekwilibrystyczny ruch aby podnieść z podłogi długopis nie schodząc przy tym z krzesła. Powrócił do równowagi gdy pani stała już przed biurkiem.
– Pani w jakiej sprawie?
– Wezwanie mam… znaczy… syn ma, ze mną, Cielecka jestem – kobieta trochę przerażona


wizytą na posterunku policji jąkając się przedstawiła pokrótce swoją sprawę.
– Proszę pokazać, proszę sobie usiąść – Kowalski wskazał krzesło przy po drugiej stronie biurka – tak, już wiem która to sprawa – zapoznał się z wezwaniem – ale ta sprawa dotyczy pani syna, nie pani samej. Miała pani przyjść z synem.
– Ale proszę pana czy to konieczne? – Cielecka zapytała zakłopotana i spuściła wzrok.
– Niestety tak, pani syn był zatrzymany przez policję z kradzionym rowerem. Rozumie pani chyba, że tę sprawę należy wyjaśnić. Co prawda Piotrek ma 11 lat i nie podlega władzy sądu dla dorosłych, ale podlega jurysdykcji sądów dla nieletnich.
– Ja wiem, ja rozumiem, ale panie policjancie.. przecież on jest niekarany. On nigdy na policji nie był – Cielecka starała się wykazać dobre strony syna.
Kowalski dobrze o tym wiedział. Sprawa kradzieży roweru sprzed budynku w willowej dzielnicy Koźla ciągnęła się już półtora miesiąca i Kowalskiemu zależało na jak najszybszym jej zamknięciu. Kilka dni wcześniej policjanci zatrzymali Piotra Cieleckiego na tym skradzionym rowerze. Ten nie potrafił dokładnie wyjaśnić pochodzenia roweru. Ponieważ Piotrek był nieletni został odstawiony do domu, rower zaaresztowano w policyjnej piwnicy a matka dostała od patrolu wezwanie na „za kilka dni” do komisariatu.
Ilekroć Kowalski dostawał takie sprawy do wyjaśnienie zawsze denerwował się, że kolejny młody człowiek przez głupotę wlezie w tryby machiny sądowniczej. A tryby są okrutne. Jak już małolat raz wpadnie do rejestrów to praktycznie po nim. I na policji i w sądzie ma teczkę i już zawsze będzie naznaczony. W konsekwencji takich zdarzeń małolaty stawały się podopiecznymi Policji na długi czas.
To nie była pierwsza sprawa Kowalskiego, w której musiał przesłuchiwać nieletnich. Zawsze taka czynność wykonywano w obecności rodzica lub opiekuna. I tak miało być tym razem. Jednak Cielecka stawiła się sama, bez syna.
– Dobrze, skoro pani już jest to słucham co pani ma do powiedzenia w tej sprawie – Kowalski sięgnął po kartkę i długopis, kolejny z szuflady bo ten co wcześniej spadł odmówił posłuszeństwa.
– Ja…. wie pan, ja wiem kto ukradł ten rower… – wyrzuciła z siebie jednym tchem Cielecka
– Tak? – Kowalski zamarł. Fakt, że młody Cielecki jeździł na skradzionym rowerze nie oznacza jeszcze, że sam go ukradł, każda więc informacja mogła się przydać by sprawę wyjaśnić.
– Tak proszę pana, ja go ukradłam.
– Jak to się stało?
– No mieszkam sama z synem, ja mam mało pieniędzy a dzieciak, rozumie pan. Wszyscy rowery mają a on nie. Więc przechodziłam koło tego żółtego domu, tam za ulicą Krawiecką. I tam rower stał przy płocie, więc go wzięłam, wsiadłam i odjechałam. Piotrowi nie mówiłam skąd go mam, po prostu dostał go i tyle.
– Tak – zamyślił się Kowalski, szczegóły sprawy zgadzały się. Rower rzeczywiście został skradziony sprzed żółtego budynku za rogiem Krawieckiej i leśnej drogi. Podane przez Cielecką okoliczności kradzieży wskazywały, że musiała rzeczywiście jej dokonać bo skąd by znała tyle szczegółów.
Jeszcze przez chwilę Kowalski zastanawiał się nad rolą syna w zdarzeniu, ale w rzeczywistości mógł on nie mieć z tym nic wspólnego. Taki małolat zaraz przy zatrzymaniu ze strachu wygadałby się skąd ma rower.
– Dobrze proszę panią, wobec tego zaraz panią przesłucham. Pani oczywiście zdaje sobie sprawę z tego, że za kradzież roweru zostanie pani ukarana?
– Tak, oczywiście. Wie pan – Cielecka wyraźnie odetchnęła – już lepiej żebym ja niż syn, on jeszcze młody a jak już raz wejdzie w te sądowe sprawy to koniec.
– Tak, koniec – pomyślał zgodnie Kowalski.
Wobec takich ustaleń Kowalski zrobił co musiał. Przesłuchał Cielecką. Potem jeszcze mimo wszystko przesłuchał Piotrka, ten jednak nic do sprawy nie wniósł i na tym koniec śledztwa.

– Kierowniku, tu jeszcze jest sprawa kradzieży tego roweru z Krawieckiej. Właśnie ją zakończyłem.
– O, to bardzo dobrze, to jest to co ten młody Cielecki był zatrzymany z rowerem?
– Tak dokładnie ta sprawa, trochę ….. – Kowalski nie skończył bo kierownik wpadł mu w słowo.
– Cielecki przyznał się, kto tam jest sprawcą? – Kierownik wystrzelił serię pytań.
– Sprawcą, no matka. Matka jest sprawcą.

 

Historia oparta na faktach.

Tytuł dzięki Andrzejowi Szymańskiemu.

O autorze:

Tomasz Rogus – zwykły człowiek, czytam i piszę po polsku, w wolnych chwilach robię filmy o Polsce.

Zobacz wszystkie artykuły autora

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *