Marciszów. Dworzec kolejowy, pozostałości po świetności

Początkiem stycznia 2017 roku zawitałem w moje ulubione strony w województwie dolnośląskim.
W drodze powrotnej wstąpiłem do Marciszowa obejrzeć dworzec kolejowy,
na którym byłem ostatni raz dobre 30 lat temu…

 

 

 

Pod koniec ubiegłego wieku Marciszów był ważnym punktem na trasie dolnośląskich kolei. Stąd rozchodziły się tory do Lubawki, Kowar – Jeleniej Góry, Wałbrzycha. Miasteczko leży też na szlaku drogowym pomiędzy Strzegomiem a Kamienną Górą i dalej Lubawką lub w innym kierunku Kowarami i Jelenia Górą.

Zasypane śniegiem, niedzielne przedpołudnie sprawiało, że ulice Marciszowa były puste i ciche. Wszędzie spokój. Z oddali bryła budynku dworca wygląda ciekawie. Szkoda, że oryginalny kolor cegły został zastąpiony farbą w wyrazistych kolorach.

 

Marciszów. Budynek nieczynnego dworca kolejowego.

 

Niestety bliższe zderzenie z rzeczywistością robi gorsze wrażenie. Cała struktura dworca kolejowego przestała praktycznie istnieć. Parterowa część jest zamknięta na głucho, opustoszała wewnątrz. Pamiętam z dzieciństwa ten obiekt, kasy biletowe, poczekalnię, nawet bar szybkiej obsługi. W holu głównym tłumy ludzi skupione wokół nielicznych ławek i popielniczek dla palaczy. Niestety. Nic z tego nie przetrwało do dzisiejszych czasów. Obecnie budynek nie pełni funkcji do jakiej go przeznaczono. Część kiedyś dostępna dla pasażerów została zamknięta i zamurowana, pozostała tylko możliwość wejścia do przejścia podziemnego pod peronami.

 

Marciszów. Peron na dworcu kolejowym.

 

Na peronach stoi jeszcze stara blisko stuletnia, a może i starsza wiata kolejowa z drewna. Obok niej na sąsiednim peronie wiata współcześniejsza.

 

Marciszów. Budynek dworca od strony peronów.

 

Górna część budynku prawdopodobnie przeznaczona jest na mieszkania, w oknach  są firanki, przed budynkiem stoją samochody.

Sąsiednie obiekty zostały sprywatyzowane, ogrodzone lśnią nowym blaskiem. A niektóre, tam z tyłu, rozsypują się.

 

Marciszów. Pozostałości po zabudowaniach gospodarczych przyległych do dworca kolejowego.

 

Perony śpią pod śniegową kołdrą i tylko zarys szyn przypomina o dawnym przeznaczeniu obiektu. Obecnie stacja Marciszów pełni głównie rolę przelotową. Wszechobecna cisza i spokój panują niepodzielnie może nie tylko dlatego, że jest niedzielne przedpołudnie…

O autorze:

Tomasz Rogus – zwykły człowiek, czytam i piszę po polsku, w wolnych chwilach robię filmy o Polsce.

Zobacz wszystkie artykuły autora

8 Comments on “Marciszów. Dworzec kolejowy, pozostałości po świetności”

  1. Wine za ten stan rzeczy ponosi Pultusk (ze swoja koleja waskotorowa).

    Jezeli w przyszlosci uda sie rozwinac polaczenie transgraniczne z Trutnowem to Marciszow moze otrzymac droga szanse. Ale konkurencje stanowi polaczenie drogowe z planowanym tunelem.

  2. W 2011roku wydany zostal Album autorstwa Jozefa Checia „Kamienna Gora i okolice w widokowkach z XIX i XX w.” Dedykowany jest nowym ale rowniez i dawnym mieszkancom Kamiennej Gory. Album zawiera zbior starych kart pocztowych i zdjec z roznego okresu dokumentujacych rozwoj miasta i okolicznych miejscowosci. Jest do nabycia w ksiegarni w Kamiennej Gorze. Z pierwszej reki wiem ze w przygotowaniu jest drugi z nowymi i malo znanymi dokumentami.
    Prezentowana jest rowniez historia kolejnictwa. Brakuje w niej Marciszowa ktory poprzez Linie kolejowa do Jeleniej Gory powiazany byl z K.G.
    Linia ta wiodla przez dobrze znana nam doline rzeki Swidnik.Oprocz pieknych widokow atrakcja byl tunel pod Przelecza Kowarska.
    Przejazd przez tunel dostarczal zawsze mocnych przezyc. Pobudzal wyobraznie i niekiedy zmysly. Gdy pociag jechal z normalna szybkoscia czasu wystarczylo na kilka mocnych usciskow . Pozniej gdy Tory byly w coraz gorszym stanie …….
    Niejednej zacnej mieszkance Doliny wspomnieniu z podrozy do JG. lub z powrotem towarzyszy przyjemne drzenie ud.

    1. Dziękuję Adamie za ten piękny komentarz. Gdy będę ponownie w tych stronach nie ominę księgarni w Kamiennej Górze. Co do tunelu kolejowego na trasie do Kowar to jechałem nim 1 raz w życiu gdy miałem kilka lat. Niewiele z tego pamiętam. Jednak innym zazdroszczę wspomnień z tym związanych. Pozdrawiam. Tomasz Rogus.

  3. „Wielki wagabunda” Stefan Maciejewski swoj debiut literacki poswiecil urokom doliny Swidnika i urodzie jej mieszkancow.Ukazanie sie zbioru opowiadan „Czas mezczyzn” pobudzilo dawnych jego znajomych , przyjaciol i wspolracownikow do uwaznego studiowania tresci. Doszukiwano sie podobienstw postaci i opisanych historii , a tak na prawde to panicznie bano sie ze autor obsmaruje niektorych a z innymi rozliczy sie. Bylo troche ubawu i spogladania na siebie spodelba. Sprawa rozeszla sie po kosciach nikt nikomu nie urwal glowy.
    Mam ta ksiazke i calkiem niedawno przejrzalem ja pobieznie w poszukiwaniu sladow pewnej frapujacej historii ktora wydawaloby sie ze wraz z odejsciem strszego pokolenia powinna pojsc w zapomnienie. Okazuje sie ze posrod moich rowiesnikow nadal egzystuje. cdn

  4. Marek
    mi zostanie w pamięci bar na dworcu, w oczekiwaniu na pociąg do Złotoryi zawsze była fasolka albo bigos i potem podróż do dziadków lokomotywą przez Płoninę, Kaczorów, Wojcieszów i inne woski i miasteczka. A przed dworcem to pamiętam jeszcze bar piwny z frytkami, tato piwo a ja frytki, piękne dzieciństwo:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *