Kędzierzyn-Koźle miasto moich marzeń (i rozczarowań). Wystarczy nie jeździć do Krakowa.


Obiecałem sobie, że nie popełnię już  więcej tekstu o Kędzierzynie-Koźlu.
Wystarczy jednak wyjechać z tego miasta na kilka dni w inny rejon Polski, by ulec pokusie złamania obietnicy. Wczoraj bowiem wróciłem z dalekiej krainy w Beskidzie Niskim gdzie świeże powietrze jest codziennością.
Jednak nie tamta okolica pchnęła mnie do złamania własnego postanowienia…


W drodze powrotnej  spędziłem kilka godzin w Krakowie. W mieście smoka i smogu. Mieście tłocznym, gdzie obce języki kotłują się jak groch z kapustą.
W sercu Krakowa stoi rozległy kompleks komunikacyjny, połączenie dworca autobusowego z kolejowym i galerią handlową. W tym konglomeracie komunikacyjnych potrzeb znajdziecie wszystko; ład, porządek, schody ruchome i martwe, windy dla podróżnych z bagażem, podjazdy, zjazdy. Nie zgubicie się choćbyście się o to nie wiem jak starali. itd itp.
Ale to jest w Krakowie.
Na dworzec kolejowy w Kędzierzynie-Koźlu przyjechałem wieczorem ok. 21.00
Wygramoliłem się z pociągu z moją ponad 20-kilogramową walizką i dotarłem do schodów z peronu.
Dla zdrowego człowieka takie schody są naturalną rzeczą jednak dla ludzi ze zniszczonym kręgosłupem, lub innymi kawałkami kości pokonanie schodów z obciążeniem to nie lada wyzwanie.
Obok mnie przed schodami stanęła starsza pani z niewiele mniejszą walizką.
Windy na naszym dworcu nie ma, to nie Kraków.
Poradziłem sobie ze zniesieniem walizki po schodach, niestety efekt wielotygodniowej kuracji kręgosłupa szlag trafił w  jednej chwili.
Pomogłem też starszej pani z jej walizką, czym doprawiłem sobie dokumentnie grzbiet.
Nie potrafiłem jednak przejść obojętnie obok takiej sytuacji.
Po zejściu do podziemnego przejścia łączącego Pogorzelec z dworcem wdepnąłem w ciecz, która zalegała całą podłogę tegoż ciągu komunikacyjnego.
Dokładnie nie tak jak w Krakowie.
Ciecz owa nadawała podłożu śliski charakter a przy tym obrzydliwie cuchnęła.
Starsza pani, której pomogłem z walizką podziękowała uprzejmie i zauważyła
– Ale w tym Kędzierzynie-Koźlu śmierdzi.
Przyzwyczajony do zapachów mego miasta udałem się w swoją stronę.

Zastanawiam się kiedy Kędzierzyn-Koźle naprawdę się zmieni?
Kiedy nastąpi czas, że przyjeżdżając z innego rejonu kraju nie doznam kolejnego rozczarowania swoim najbliższym otoczeniem?
Tak, wiem. Powiecie, że na takie rozczarowania jest prosty sposób.
Wystarczy nie jeździć do Krakowa.

O autorze:

Tomasz Rogus – zwykły człowiek, czytam i piszę po polsku, w wolnych chwilach robię filmy o Polsce.

Zobacz wszystkie artykuły autora

One Comment on “Kędzierzyn-Koźle miasto moich marzeń (i rozczarowań). Wystarczy nie jeździć do Krakowa.”

  1. Trawa jest zawsze zieleńsza na innym kawałku pastwiska. I w Krakowie można znaleźć miejsca z cuchnącymi cieczami. I to całkiem w centrum miasta. Nie usprawiedliwiam jednak w ten sposób opisanych sytuacji. Remontując dworzec w Kędzierzynie-Koźlu warto by było pomyśleć o windach, podjazdach etc. Jedną z recept na cuchnące ciecze jest edukacja, bezpłatne toalety miejskie/kolejowe, oraz sprawniejsze serwisy sprzątające. W przedwojennym Kędzierzynie pewnie by czekał na was chłopiec peronowy, który za błyszczącą monetę pomógłby z walizami. Dziś już nie ma chłopców peronowych, nawet w Krakowie. Pucybutów też nie ma i dworcowych balwierzy. Szkoda…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *