Kapselek szczęścia 2. Czy Adik się wyspał? – 18+

Bazik zatrzasnął drzwi samochodu i skierował się pod arkady gdzie miał swój stragan.
O tej porze stragan był nieczynny a miasteczko zamierało w przedwieczornym, upalnym śnie. Wchodząc pod arkady Bazikowi ukazał się obrzydliwy widok Adika szczającego na jeden z filarów podtrzymującego budynek.
Pijak oparty głową o filar spoglądał bezsensownie z dół. W lewej ręce trzymał butelkę z Harnasiem, drugą zaś podtrzymywał swoje

odstające coś z czego grubym i mocnym strumieniem wydostawała się na zewnątrz ciecz – pochodna Harnasia. Ciecz z impetem uderzała w powierzchnię filara rozbryzgując się zgodnie z prawami fizyki we wszelkich możliwych kierunkach nie omijając przy tym spodni Adika.
Następnie spływała w dół i niczym rozległy górski potok mknęła na chodnik gdzie natrafiając na nagrzaną do granic możliwości powierzchnię szybko odparowywała obdarowując otoczenie aromatem wypłuczyn z pęcherza Adika.
Latoś było tego roku okropnie upalne i przysłowiowe 30 stopni w cieniu to nic w porównaniu z otaczającą rzeczywistością. Otaczająca rzeczywistość zaś działa na wszystkie umysły i zmysły. Miała wpływ na zmęczenie, przepocenie, duszności i mdłości. To zaś miało ogromny wpływ na kontakt nozdrzy, nie tylko Bazika, z wonią ulatniającą się znad chodnika.
Straganiarz stanął jak wryty patrząc jak kolejne litry złocistego płynu zalewają posadzkę pod filarkami. A przyznać, trzeba, że pojemność pęcherza Adika była imponująca. Szczanie pod filarkiem trwało dobrych kilka minut i czas ten nie był spowodowany dolegliwościami, które mogły by wywrzeć wpływ na opóźnienie lub utrudnienie wydalania moczu przez mężczyznę.
Za Adikiem stał kolega z drugą butelką Harnasia w garści. Chwiejąc się łapał pion i stojąc w kałuży własnych szczyn, przed chwilą także uzewnętrznionych na inny filarek budynku, cierpliwe czekał aż kompan załatwi swoją potrzebę.
Tego już Bazikowi było zanadto. Wydarł się na Adika ile tylko miał siły w gardle.
– Kurwaaaaa, co ty tu robisz, popierdoliło cię już zupełnie!!? – rycząc z całych sił zadawał bezcelowe pytania, bo przecież wiadomo było, a i widać wyraźnie, że Adik nawet nie wiedział gdzie jest.
Strumień moczu Adika zamarł. Ten zaś nie zmieniając w żaden sposób swojej pozycji obrócił głowę opartą o filarek w kierunku Bazika i w pijackim widzie rozpoznał znajomego sklepikarza.
– Och kurwa, ja cię przepraszam, ja cię kurwa przepraszam – wymamrotał – ale wiesz jak jest… no ja kurwa musiałem, wiesz, no nie da się inaczej- bełkotał.
– Wiem, kurwa wiem – darł się Bazik- tylko cepie durny masz tam obok trawnik, co ty kurwa pies jesteś, że musisz mieć słupek? – Bazikowi nerwy nie odpuszczały. Był tak wściekły na Adika, że chyba złość z całego tygodnia z niego wychodziła. Darł się dalej, że tak się nie robi i w ogóle.
W głowie Bazika kotłowały się myśli  – zadzwonić po policję, ale po co, żeby Adik spędził kilka dni na utrzymaniu podatnika czyli jego też? Albo weźmie i nim, tym Adikiem, powyciera te szczochy żeby miał nauczkę.
Myśl ta jednak była tak irracjonalna, że tylko w nerwach mogła się przytrafić i w chwili gwałtownego wzburzenia. A samo wyobrażenie Adika w roli szmaty do podłogi ścierającej szczochy rozchmurzyła marsowe oblicze Bazika i w konsekwencji doprowadziła go do granicy gdzie powaga przegrywa na rzecz śmiechu.
– Kopnę go w dupę, kurwa normalnie go kopnę – dojrzewała myśl w zwojach szarych komórek Bazika – ale co to da, co pijaka będziesz kopał, który nie wie co robi – podpowiadała inna z innych rejonów szarych komórek.
Adik tymczasem wyprostował się, jego czerwone gałki oczne krążące w rożnych kierunkach powoli przekazywały do mózgu obraz spustoszeń poczynionych litrami moczu.
Zlokalizował wzrokiem kałużę swojej produkcji, pokręcił głową jakby chciał wyrazić zrozumienie dla oburzenia Bazika.
– Idziemy Adik, chodź – szepnął kolega zza pleców – wyraźnie trzeźwiejszy i powoli ruszył przed siebie gdzie oczy poniosą
– No czekaj kurna, czekaj – Adik przytrzymał go – kierownik ty się nie gniewaj, no ja musiałem, nie chciałem – zwrócił sie do Bazika
– Dobra Adik, idź już, idź w cholerę – odpowiedział Bazik , który teraz już tylko myślał co zrobić ze szczynami pijaka – trzeba wiadro jakieś z wodą i to zlać bo smród będzie przez kilka dni.
– Powinienieś to sprzątać – rzucił jeszcze do Adika, ale oczami wyobraźni zobaczył pijaka na miotle taplającego się we własnych szczynach i istny kabaret z tego wynikający.
– Kierownik, ja jutro przyjdę, posprzątam to – wybełkotał Adik.
– Tak tak, oczywiście, że przyjdziesz. Będziesz sprzątał – pomyślał Bazik ani przez chwilę naiwnie nie oczekując ziszczenia pijackiego pomysłu.
– Przyjdę, kierownik przyjdę. Ino się wyśpię, tak do dziesiątej – rzucił Adik i z kompanem opuścili miejsce zrzutu moczu.

 

O autorze:

Tomasz Rogus – zwykły człowiek, czytam i piszę po polsku, w wolnych chwilach robię filmy o Polsce.

Zobacz wszystkie artykuły autora

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *