Inspiracja z gazety.

Stolik przy deptaku wyglądał zachęcająco. Nowicki rozsiadł się wygodnie na obszernym krześle. Po chwili już kelnerka przyniosła kawę i można było delektować się jej smakiem. W turystycznej miejscowości tego roku  skumulowało się mnóstwo ludzi, akurat w czasie gdy i Nowicki tu dotarł. Uliczkami spacerowały tabuny rodzin z małymi dziećmi, z brzuchatymi matkami, ojcami


niosącymi piwo w plastikowych kubkach, siorbających bez jakichkolwiek zahamowań. Rozwydrzone bachory darły się wniebogłosy nie szanując spokoju innych.
– Dno i chamstwo – pomyślał Nowicki obracając kolejną stronę gazety, która akurat roztaczała przed nim wizję normalnego spokojnego życia na zachodzie Europy z daleka od zaściankowego polskiego ciemnogrodu.
Przy stoliku obok rozlokowała się taka właśnie rodzinka. Kobieta z brzuchem, facet o podchmielonym spojrzeniu i troje bachorów drących się bez umiaru nie zważających na nic i na nikogo.
Dzieciarnia biegała, krzyczała i tak bez ustanku. Ich ojciec jakby miał wszystko w nosie, sączył kolejnego browara. Spod przyciasnej bluzki z durnym polaczkopatriotycznym napisem wyglądało owłosione brzuszysko łypiące pępkiem w górę niczym okiem, jakby upewniało się czy kolejne litry piwa na pewno do niego trafią. Kobieta w zaawansowanej ciąży zapychała się frytkami i knyszą na zmianę z kiszonym ogórkiem, popijając to wszystko kefirem.
Niedobrze się zrobiło Nowickiemu od tego widoku. I jeszcze te bachory i po chwili znowu te bachory. Sapanie, dyszenie, dym z papierosów i jeszcze pobekiwanie podpitego już porządnie posiadacza ogromnego brzucha.
– Szlag mnie tu zaraz trafi.
I nagle jedno z dzieci nie wytrzymało, powietrze rozdarł głośny wrzask i zawartość kubka wylądowała na głowie Nowickiego…
Mężczyzna podskoczył na łóżku, zimny pot oblewał jego zgrzane ciało niczym kubeł lodowatej wody.
– Alllaaaaah akbaaaaar  – donośny głos Muezzina dotarł do okna mieszkania Nowickiego, bo o nim tu mowa. Na dworze panował upał wcale nie mniejszy od tego jaki był wewnątrz. Nowicki przebudził się. Mokry z potu w dusznym kamerliku na przedmieściach Berlina. Potrząsnął głową jakby miało mu to pomóc w odświeżeniu pamięci. Za oknem zachodziło słońce. Jego długie włosy tłuste i brudne z braku mycia sklejały się z brodą siwą jak mleko sięgającą do piersi. Podniósł się, wylazł z piernatów. Wolnym krokiem podszedł do lodówki choć to akurat z góry było skazane na niepowodzenie. Z braku prądu lodówka od dawna świeciła pustkami. Od czasu jak dawni imigranci przeważyli w społeczeństwie Niemiec nie miał kto pracować, nie miał kto płacić, kupować. Gospodarka staczała się w przepaść. Przerwy w dostawach prądu czy wody wrosły w rytm zachodniego życia. Pozamykane przed zmierzchem sklepy, niekursujące autobusy, nieczynne linie metra, pozamykane na cztery spusty kawiarnie i nocne lokale, sterty śmieci zalegające nawet najbardziej reprezentacyjne niegdyś części miasta – to wszystko stało się codziennością. Niemcy już się do tego przyzwyczaili.
Muezzin jeszcze chwilę nawoływał wiernych do modlitwy.
Zza drzwi dobiegły odgłosy poborców dżizji…
– Było nie czytać tej gazety – pomyślał Nowicki.

O autorze:

Tomasz Rogus – zwykły człowiek, czytam i piszę po polsku, w wolnych chwilach robię filmy o Polsce.

Zobacz wszystkie artykuły autora

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *