Kędzierzyn-Koźle miasto moich marzeń. Prawda boli.

Z zainteresowaniem obserwuję lokalne media.
Sięgam do ich treści i czerpię pełnymi garściami.
Wiedza, której mi dostarczają jest obiektywna i nie mam cienia wątpliwości, że jestem bardzo dobrze poinformowany. Wszystko podane mam jak na tacy.
W zasadzie nie potrzebuję już nic więcej.

 

 

Nie muszę niczego szukać o nic pytać…
A to z wielu źródeł dowiaduję się, że ktoś wygrał w totka, że porzucona ciężarna suka oszczeniła się w pobliżu schroniska dla zwierząt. Z kolei zaś, że po raz tysiącpięćsetstodziewięcdziesiątydziewiąty na skrzyżowaniu gdzieś tam była kolizja, stłuczka i co tam jeszcze sobie kto wymyśli.

I jest dobrze, zostałem nasycony.

A teraz na poważnie.

Jeżeli ktoś nie czuje potrzeby pokazywania prawdy ten jej szukać nie będzie i choćby nie wiem jakim nazywał się dziennikarzem tego stanu rzeczy nie zmieni. Nie jestem dziennikarzem, żeby było jasne.
Jestem zwykłym przeciętnym obywatelem Polski, a od wielu współczesnych dziennikarzy różni mnie to, że lubię szukać informacji. Tych prawdziwych, bo moja intuicja podpowiada mi, że nie do końca obraz rzeczywistości jest taki lukrowy jak się go przedstawia. I owszem wygrana w totka jest pasjonującą lekturą, tak samo jak budząca grozę sprawa porzuconej szczennej suki. Ale oprócz tych nie zmuszających do głębszej refleksji informacji są gdzieś te inne. Mniej atrakcyjne w odbiorze społecznym, wzbudzające czasem zażenowanie i wstyd u władzy (marzy mi się?) i takie o których najlepiej nie mówić i zakopać je w ciemnej piwnicy o północy spluwając przy tym za lewe ramię trzy razy.

Po co o tym pisać? Przecież pisanie nic nie zmieni. Oczywiście, pewnych rzeczy już się nie odwróci. Jednak wiedza o nich powinna być powszechna, i od tego jak uważam są media. Obywatel, czy to na poziomie ogólnokrajowym, czy nawet na najniższym szczeblu struktury społecznej ma prawo wiedzieć. I proszę mi nie wmawiać, że np. podanie do publicznej wiadomości na którejś tam setnej stronie www , utopione między plikami różnej maści pewnych informacji jest informowaniem o nich.  Jest spełnieniem wymogu prawnego, ale rolą dziennikarza jest dobranie się do tej informacji i publiczne stawianie pytań.

Tak więc obywatel niech wie wszystko i zna a potem niech ocenia. Bo jak na razie to odnoszę wrażenie, że nawet gdyby chciał oceniać to nie ma za bardzo czego.

W ostatnim czasie potkałem się z zarzutem, że nie jestem profesjonalistą tylko dziennikarzem społecznym.
Nie będę wdawał się w dyskusję z lokalnymi mistrzami pióra, ale proszę zastanowić się dlaczego osoba o zerowym doświadczeniu dziennikarskim zdecydowała się na pisanie tekstów i poruszanie pewnych spraw.

O autorze:

Tomasz Rogus – zwykły człowiek, czytam i piszę po polsku, w wolnych chwilach robię filmy o Polsce.

Zobacz wszystkie artykuły autora

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *