Ile było pieniędzy u Królowej…

Królowa.
Do czasu gdy rodzice jeździli po kraju taborami nazywana słodziutką Papuszką.
Jednak gdy za komuny trzeba było porzucić tabory Papusza osiedliła się z rodzicami w małym miasteczku K. na opolszczyźnie. W owym czasie wszyscy pobratymcy Papuszy musieli przyjąć urzędowo imię i nazwisko swojsko brzmiące i stąd wielu w tych rodzinach Kwiatkowskich, Wiśniewskich, Malinowskich i temu podobnych.


Jednak nie pamiętam żadnego Nowaka, co do Kowalskich nie dałbym sobie ręki uciąć.
Tak więc Papusza w wieku kilku lat zamieszkała w starej kamienicy w jednej z bocznych uliczek starego miasta w K. W tamtych czasach panowała powszechna opinia, że niegdysiejsi koczownicy niechętnie parali się pracą a jedyne zajęcie jakie dawało im źródło dochodu to było sięganie po cudze. Wiele jednak w tej grupie etnicznej było odłamów, tzw klanów rodzin etc. I nie wszyscy słusznie byli w taki sposób postrzegani. Niestety Papusza należała do tej grupy która na miano sięgających prawie zawodowo po cudze w pełni zasługiwała.
A że dziewczyna była sprytna i inteligentna to szybko pięła się po drabinie edukacyjnej w jednym z najstarszych zawodów świata i nie o ten na p. chodzi. W wieku kilkunastu lat miała już bogatą kartotekę na milicyjnej komendzie.
Papusza dorastała.
Wyglądała jak dorosła kobieta. Wysoka, szczupła z długimi, czarnymi jak smoła, zawsze upiętymi włosami. Czarne oczy zatopione w trójkątnej szczuplutkiej, wręcz drobniutkiej twarzyczce, wyglądały jak duże węgielki. Wyrastała na mistrzynię powłóczystych spojrzeń, delikatnych uśmieszków i nieskrępowanych ale zawoalowanych obszerną, sięgającą kostek spódnicą,  ruchów biodrami. A te atuty, trzeba przyznać, Papusza miała opanowane do perfekcji. Iluż to facetów omdlewało na dźwięk jej delikatnego głosu, iluż to facetom krew się zagotowała na widok kołyszącego w rytm muzyki bioderka.
A Papusza z każdym dniem bardziej świadoma swoich walorów coraz śmielszą się stawała. Potrafiła wykorzystać te zalety do procederu o którym wcześniej pisałem a który sięganiem po cudze się nazywa.

Tak więc razem z przyjaciółmi kroiła frajerów w bramie, kusząc ich tym swoim głosem, wcześniej upojonych odpowiednio w knajpie. A ci leźli za nią jak ostatnie głąby bezrozumne, widząc kołyszące biodro tracili głowę a potem resztę majątku jaki im pozostawał.
Okolicznymi miejscowościami co raz wstrząsały informacje o dziwnych kradzieżach, włamaniach. O ogromnych łupach jakie padały ofiarą złodziei. I nikt nie wiedział kto to wszystko wyprawia aż w końcu milicjanci się dowiedzieli i Papuszę zamknęli.
I tak mijały lata.
Papusza siedziała w kryminale, wychodziła z niego, kradła i znowu trafiała do kryminału.
Z czasem zyskała przydomek Królowa, bo tak jak ona nikt nie potrafił kraść w całym miasteczku. Oczywiście nie myślcie, że takie proste było złapanie Królowej.
Starą zasadą  jej środowiska było „tu gdzie się mieszka tu się nie pracuje”. Tak więc jeździła ze złodziejami po całym kraju. A spryt do złodziejstwa miała niesamowity. Można by powiedzieć, że z mlekiem matki wyssany. Ileż to ludzkich łez i dramatów pozostawało po wizytach Papuszy. Nikt nie wie jak ona to robiła, ale zdolność posiadała taką, że w mieszkaniu którego nawet nie plądrowała wiedziała gdzie leżą pieniądze, w której szafie pod pościelą, czy w kredensie za książkami. Zdolność ta podobno przynależna jest nielicznych w tym fachu co tym bardziej uzasadniało jej przydomek Królowa.
Czas leciał.
Królowej kalendarz biologiczny też tykał. Zatraciła już swój powab i urok, liczne tatuaże jako pamiątki po wielokrotnych odsiadkach także nie dodawały jej uroku. Gdzieś tam po drodze wyszła za mąż. Gdzieś tam kiedyś dzieci urodziła. Ale łajzy okropne do pięt jej nie dorastające. Na miano księcia choćby nawet nie zasługiwały.

Aż nadszedł dzień…

– Co jest Królowa, co tym razem boli? – zapytał Kowalski.
– A panie władzo, co jest, co jest?? – denerwowała się Królowa i słusznie bo właśnie i ją dopadł ten ból, który wielokrotnie innym zadawała – co jest. No okradli mnie panie władzo, okradli.
Kowalski nie pamiętał by kiedykolwiek zdarzały się przypadki okradzenia tego środowiska a już oskubanie Królowej wydawało się czynem niebagatelnej odwagi wymagającym, lub brakiem rozumu wytłumaczalnym.
– Jak to Królowo, ciebie okradli? – nie krył zaskoczenia.
– A żebyś wiedział, władzo – Królowa mieszała w swoim stylu formy grzecznościowe – żebyś wiedział. Tu miałam schowane pieniądze, patrz –  podeszła do jednego z kątów w pokoju gościnnym zadarła do góry wykładzinę na podłodze a tam oczom Kowalskiego ukazała się skrytka. Był to kawałek podłogi bez fragmentu deski. W takim wgłębieniu można by było co nieco ukryć, na pewno kasiorę czy biżuterię.
– Tędy ta franca weszła panie władzo, tędy – Królowa pokazała lufcik okienny z wyłamanym zamkiem.
Drewniane drzazgi z futryny jeszcze leżały na podłodze w pokoju. Mieszkanie Królowej znajdowało się na pierwszym piętrze, jednak pod oknem była komórka. Więc złodziej, którzy skrzywdził kobietę wlazł do mieszkania praktycznie jak po drabinie.
Policjanci robili swoje; zdjęcia, odciski, odbitki itd itp.
Królowa chodziła po mieszkaniu, klęła soczyście w swoim stylu i złorzeczyła. A że zdolności w złorzeczeniu i w rzucaniu najwymyślniejszymi wyzwiskami miała opanowane do perfekcji Kowalskiemu i pozostałym gliniarzom uszy co chwilę więdły.
Nie było też litości dla złodzieja co to krzywdę jej sprawił – a żeby cię szlag jasny trafił, a żeby ci pan Bóg rękę uschnął tą coś mnie nią okradł a drugą żebyś sam sobie zeżarł – wyzywał i krzyczała na zmianę w stronę lampy pod sufitem, obrazu z Matka Boską i okna.
– Królowa, co ci dokładnie zginęło? – zapytał Kowalski
Królowa odciągnęła Kowalskiego  na bok. Tak, żeby nikt nie słyszał i wymieniła dokładnie jakie to owoce trudu codziennego skradziono jej do łez ją doprowadzając.
A było tych owoców trochę, oj było. Kilkanaście pierścionków, łańcuszków, kolczyków. A wszystko to ze złota a nie jak tam inne cygany mają z tombaku. No i kasa. Było trochę kasy co to Królowa całe życie sumiennie, oczywiście z renciny będącej jedynym panie władzo źródłem jej utrzymania, odkładała na czarną godzinę. Głupio było przyznać przed Kowalskim ile było tej kasiory, ale jednak wydusiła z siebie – 250 tysięcy złotych.
– Nowych czy starych – uściślił Kowalski bo niedawno denominacja w Polsce była.
– Nowych, q..wa, nowych. Co myślisz władzo, że bym wam dupę starymi zawracała?
Kowalski nie zdążył jednak powiedzieć co myśli, bo na klatce schodowej dało się słyszeć odgłosy kroków.
Królowa pochyliła się nad nim i tak rzecze – panie władzo, to stary idzie, chłop mój. A nie mów mu pan ile było pieniędzy u Królowej…

 

O autorze:

Tomasz Rogus – zwykły człowiek, czytam i piszę po polsku, w wolnych chwilach robię filmy o Polsce.

Zobacz wszystkie artykuły autora

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *