Bajka o roztropnym Królu i bezcennych gryzmołach.


Za siedmioma górami za siedmioma lasami i za siedmioma kominami gród był, którym rządził Król Możliwy.
Pośrodku grodu budowla stała, którą ludzie każdego dnia do i z pracy podążający, mijali i z obrzydzeniem głowy od niej odwracali, albowiem szpetna była i niemożebnie obrzydliwa tak, że od samego patrzenia robiło się niedobrze im i królowi.


Aż dnia pewnego, ale to bardzo dawno temu, jeden z doradców króla Możliwego wymyślił by budowlę pomalować na cokolwiek, bo nikt już nie wyobrażał sobie czegoś jeszcze bardziej ohydnego. Według pomysłu doradcy budowlę można by zabazgrać malowidłem na dużej powierzchni tak by szpetotę przykryć. Malowidła takie móralami nazywano i w owych czasach zdobywały one ogromną popularność w sąsiednich królestwach. Królowi Możliwemu taki pomysł spodobał się, lubił bowiem mieć tak samo urządzone królestwo jak sąsiedzi i postanowił, że budowla zostanie ozdobiona móralem.
I przystąpiono za jego zarządzeniem do upiększenia obrzydlistwa tego.
I przyszedł malarz, co to specjalistą od bazgrania po ścianach był i wraz ze specjalistami z odległej krainy do tego celu sprowadzonymi bazgrał zawzięcie przez kilka dni tę budowlę. Aż w końcu dzieło ukończono.
Ludzie, co to nadal omijali budowlę każdego dnia do pracy i z niej podążając, oczy przecierali ze zdumienia. Oto bowiem na budowli nabazgrano rysunki nie wiadomo czego i w kolorach nie wiadomo jakich. Jednym się podobało, inni ze wstrętem odwracali głowę konstatując, że jednak mogą być na tym świecie rzeczy jeszcze brzydsze.
Ale nie w tym rzecz w tej bajce.
Wszak bazgroły wszelakie i inne cuda ręką artystów wykonywane zawsze różnie się podobały. Nie o gustach ta bajka opowiada.
Więc o czym?
Otóż po kilku dniach do kasy królestwa wpłynął rachunek za wykonanie nabazgrolonego arcydzieła.
Rachunek opiewał na zawrotną jak na kieszeń przeciętnego mieszkańca królestwa sumę 11.200 Talarów Możliwości.
A w rachunku tym cuda niemożebne napisane były.
A to ilości przeogromne smarowideł do bazgrania zużyte, a to koszty utrzymania artystów z odległej krainy co przez blisko miesiąc w hotelu mieszkali, a to koszty pachołków którzy pędzle trzymali i światło doprowadzali, bo praca trwała nawet i w nocy.
Jakież zdumienie króla wywołała informacja zawarta na rachunku jakoby artyści z dalekiej krainy przez miesiąc w pocie czoła, trudzie i znoju pracowali przy bazgroleniu na ohydnej przypomnijmy budowli.
I król Możliwy rozsierdził się niemożebnie. A jak on się rozsierdzał to niechaj nikt mu w drogę nie wchodzi. Zawołał swoich dworzan i kazał śledztwo przeprowadzić.
I sprawdzić kazał ile to nocy artyści w hotelu nocowali, i wyliczyć ile farby i prądu zużyli.
Na koniec zaś wykorzystał zdobycze nauki i techniki jakie były obecne w królestwie Możliwości.
Królewscy dostojnicy przy pomocy kamer monitoringu królewskiego dokładnie wyliczyli ile dni trwało bazgrolenie wraz ze sprzątaniem. A przypomnijmy wcale miesiąc to nie był.
Wkrótce o ustaleniach króla powiadomiono.
Król Możliwy, któremu na sercu leżało dobro królestwa i pochylał się z troską nad każdym Talarem Możliwości wydawanym na utrzymanie grodu wezwał bazgrolarza, któren bezczelnie ośmielił się rachunek nagryzmolić i na oczach mieszkańców kazał mu ten rachunek zjeść.
Czy bazgrolarz wylądował w lochu tego nie dało się ustalić, albowiem pergamin na którym historyja ta została spisana zniszczeniu uległ od tego miejsca…

O autorze:

Tomasz Rogus – zwykły człowiek, czytam i piszę po polsku, w wolnych chwilach robię filmy o Polsce.

Zobacz wszystkie artykuły autora

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *