Synalek

 

Grudzień, dzień przed Wigilią Bożego Narodzenia.
Posterunkowy Kowalski pojechał do W.
Pogotowie musi tam wejść do budynku, w którym rzekomo jest stara babcia i nie daje znaku życia. Nie ma jak się do niej dostać. W takiej sytuacji niezbędna jest obecność policji. Dotarł na miejsce. Na końcu bocznej uliczki przy opuszczonym, starym jak świat wiejskim budynku stała karetka pogotowia. Obok pielęgniarze czekali

na przybycie policjantów.
– Dzień dobry, co mamy?
– Listonoszka zgłosiła, że tu jakaś babcia ma być – odpowiedzial pielęgniarz, zerknął w dokumenty – podobno ma 86 lat.
– Tu? – zdziwiony upewniał się Kowalski – dom wygląda jakby od lat nikt nie mieszkał.
– Tak, tutaj. To co, wchodzimy?
– Tak, tak.
Kowalski obszedł na ile to było możliwe domek, szukając najdogodniejszego wejścia. Dobrze, że zima w tym roku nie była ostra, dom nie był zakopany w śniegu. Drzwi pozamykane na głucho, okna też.
– Dobra, spróbujemy przez to okno w ganeczku – jednym mocnym szarpnięciem wepchnął okiennicę do wnętrza. Z budynku buchnął odór stęchlizny. Kowalski wszedł do środka, otworzył drzwi wejściowe i wszyscy weszli do środka.
Dom stary, ponad stuletni, łukowe sklepienia i dziwne gzymsy. Wszystko pokryte pajęczynami i sadzą. W sąsiednim pomieszczeniu znajdowała się kuchnia z piecem. Na piecu bałagan, pomiędzy rupieciami patelnia z ogryzionymi kościami z kurczaka i resztkami ziemniaków zatopionym w sztywnej grubej warstwie białego tłuszczu.
– Chyba rzeczywiście ktoś tu urzęduje? – pomyślał Kowalski
– Jest tu ktoś?- nawoływali pielęgniarze.
Nie odpowiadał nikt.
Za kuchnią w prawo znajdowało się kolejne pomieszczenie.
Zaciemnione, z zasłoniętym oknem. Bałagan i brud jaki tu panował były nie do opisania. Zimno i odór fekalii przemieszany z typowym zapachem wilgoci i pleśni.
Po prawej stronie pokoju stało łóżko a w nim leżała stara, bardzo stara kobieta.
Kowalski przystanął, widział w życiu różne osoby w różnych sytuacjach, ale takie coś widział pierwszy raz.
Kobieta oddychała, spała.
– Halo, proszę pani – szepnął cicho Kowalski.
Pielęgniarz podszedł do łóżka, złapał wystającą spod kołdry rękę i bez przekonania wyszukiwał pulsu, jakby oczekiwał, że go tam nie będzie.
Kobieta poruszyła głową, otworzyła oczy
– Aaaa, co tam, kto to?
– Dzień dobry pani, jesteśmy z pogotowia i z policji, jak pani się czuje?
– Aaa co, co jestem – wyraźnie nie kontaktowała
– Co pani tu robi sama? – pytał pielęgniarz.
Kobieta nie odpowiadała. Medyk podniósł kołdrę i obejrzał babcię ze spokojem.
Kowalski zajrzał na moment i stwierdził, że kobieta leży we własnych odchodach a całe łóżko pokryte jest różnymi wybroczynami.
– Jak pani się czuje, co pani jest, bierze pani lekarstwa? –  medyk wyrzucał z siebie kolejno beznamiętnie pytania jak z karabinu.
Kobieta nie nadążała z myśleniem a co dopiero z odpowiedziami.
W tym czasie do budynku przyjechała listonoszka
– To pani zgłaszała? – zapytał Kowalski
– Tak, bo wie pan, ja jej rentę przywożę, to raz na miesiąc ją widzę. Ale teraz nikt nie otwierał, a ona rozumie pan, sama, syn się nie interesuje, tylko przyjeżdża jak są pieniądze.
– Sama? Innych osób nie ma?
– Nie, tylko ten syn. Łachudra, nic go matka nie obchodzi.
Kowalski zanotował kilka swoich uwag i relację listonoszki, po czym wrócił do pokoju z kobietą. Pielęgniarz w międzyczasie zapoznawał się ze stanem starszej pani.
– I co pan o tym sadzi?- zapytał Kowalski
– No co mam sądzić? Nic tej pani nie ma, leży sobie, do szpitala nie chce, to my tu nic nie mamy do roboty.
– Jak to nic nie macie, ją chyba trzeba do szpitala zabrać?
– Do szpitala? Panie kochany, ona nie chce do szpitala. Odmówiła…
– Co odmówiła – Kowalskiemu zagotowało się, co panu odmówiła babcia, która ledwo żyje i nie wie co mówi?
– Panie policjancie, ona żyje a nie ledwo żyje i odmówiła. Jej zdrowiu nic nie zagraża.
– Tak? To poproszę pana jeszcze, tym razem ja zapytam – skwitował Kowalski.
Medyk niechętnie poszedł za Kowalskim do pokoju babci.
– Proszę pani kiedy pani coś jadła? Kto się panią opiekuje?
– Aaa jadałam, ziemniaki, nie wiem kiedy – machnięciem ręki wskazała w kierunku kuchni.
– Chce pani do szpitala? – Zapytał Kowalski i spojrzał na pielęgniarza.
– Nie wiem, po co , co ja tam głowę będę zawracać…. ja tu mam dobrze tu mam, nic mi nie ma.
Kowalskiemu nie pasowało, babcia wyglądała na wycieńczoną a stan łóżka i pościeli wskazywał na jeszcze inne okoliczności.
– Ale jak pani sobie pojedzie do szpitala to pani jeść dadzą i umyją i dobrze będzie. Święta są, co pani będzie tu sama siedzieć – zagadał  z uśmiechem Kowalski.
– Aaaa, mogę pojechać, zimno tu i nie wiem kiedy syn przyjdzie.
– Pan pielęgniarz słyszał? – Kowalski skierował się do medyka.
– Ja tam nic nie słyszałem, pani nie chciała – dukał pielęgniarz.
Kowalskiemu ciśnienie poszło na skronie
– Słuchaj no pigularz, jeżeli ta pani nie pojedzie dzisiaj do szpitala, to panu medykowi też zrobię sprawę, będziesz na jednej ławie z jej synalkiem, bo on materiał na zarzuty już tu ma.
– No w gruncie rzeczy, co mi tam… – bąknął pielęgniarz i zajął się ładowaniem babci do karetki.
W tym czasie gdy babcia już  była w karetce do domku przyjechał na rowerze młody zapijaczony mężczyzna.
– A co to tu, co robicie z mamusią?
– Z mamusią? – odpowiedział pytaniem Kowalski – mamusia jedzie do szpitala a pan pojedzie ze mną.
Pani w szpitalu, pomimo pomocy medycznej jakiej jej udzielono, zmarła na drugi dzień w Wigilię.
Synalek wylądował na ławie oskarżonych.
A Kowalski?
Zapewne jeszcze pojawi się w moich opowiadaniach.

O autorze:

Tomasz Rogus – zwykły człowiek, czytam i piszę po polsku, w wolnych chwilach robię filmy o Polsce.

Zobacz wszystkie artykuły autora

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *